Strony

piątek, 22 lipca 2011

Delfinki - odsłona 10

Delfinki są już dwa całe, do końca daleko.
Czasu na robótki zaczyna mi przybywać, więc może i delfinków więcej pojawi się niebawem.
Szkoda tylko, że słoneczka nie ma, bo w takie ponure dni trudno mi się wyszywa i podgonić nie mogę.
Parę chwil poświęcam delfinkom, a resztę czasu mogę poświęcić jedynie drutom.
Prawda, że sympatyczne są? :))




czwartek, 21 lipca 2011

Już przekwita - storczyk

Storczyk, który trafił do mnie na początku maja, zaczyna przekwitać, a mimo to jeszcze buduje nowe pączki.

Spadające kwiatki sprawiają, że tworzy się nowa ozdoba - np. na liściu.


Spadł inny kwiatek i ozdobił osłonkę doniczki.


To było kilka dni temu, bo dziś kwiatków pozostało tylko 5 albo 6.

Azalia także zrzuciła dwa kwiatki, ale ma jeszcze kilka pączków do rozwinięcia, więc jeszcze długo będzie cieszyć oczy.

środa, 20 lipca 2011

Odeszła... Vivictoria... Vivi



Po długiej walce z chorobą odeszła nasza wspaniała blogowa koleżanka...
Vivictoria, BagLady, Małgosia - to ta sama osoba.

Miała tyle optymizmu, tyle marzeń, tyle projektów... 
I Jej ostatni wpis... TUTAJ


Odpoczywaj w spokoju, Vivi.

Mój kwiatek dla Vivi - Ona zawsze czekała na wieści z ogródka...


Pamiętamy o NIEJ

W piątek o godz. 9.45 będzie kremacja.
Pogrzeb odbędzie się w sobotę w Opolu Lubelskim - msza o godz. 11.30, a potem na nowym cmentarzu 

wtorek, 19 lipca 2011

Marsz do kąta!

Muszę wysłać szydełko do kąta, bo zawładnęło mną i jednym tematem robótkowym, a mianowicie łapkami kuchennymi.

Ponieważ zrobiłam dwie łapki bez kompletu, więc siłą rozpędu chciałam dorobić im pary, ale znów zaczęłam nie tak, jak powinnam.
Chciałam do cytrynki wykonać łapkę w kolorze żółtym z dodatkiem zielonego zamiast białego i wyszło coś takiego: łapka - skręcony wąż.


Jednak z cytrynką mi to jakoś nie pasowało, więc szybko do węża dorobiłam łapkę z wiatrakiem w powyższych kolorach i powstał kolejny komplet.


Do sześciokątnej łapki dorobiłam łapkę z kwiatkiem i komplet wygląda tak:



Natomiast do cytrynki skompletowałam łapkę ze strzałkami i razem prezentują się tak:



Temat łapkowy chwilowo zostaje zamknięty, a szydełko?
Szydełko pewnie opornie, ale pójdzie do kąta, by pomyśleć nad innymi tematami.
Ja zaś spokojnie dokończę zszywanie pasiastych kompletów, z których jeden już gotowy.
Delfinki też na tym skorzystają :)))

niedziela, 17 lipca 2011

Siódma myszka baletniczka jako druga

Swój taniec rozpoczęła i tańczy druga myszka, która w oryginale jest siódmą w kolejności.

Myszka skończona lecz pomysł nie został zrealizowany.
Wybrałam tę myszkę, ponieważ jest podobna do pierwszej, ale skierowana w przeciwną stronę.
Pierwotnie myszki miały być mini metryczkami dla bliźniaczek, dlatego mają podobne (ale nie takie same) kolory sukienek, ale ostatecznie plany zmieniły się i myszki muszą poczekać na nowy pomysł albo potrzebę chwili.
Póki taka potrzeba nie pojawi się, będą powstawały kolejne myszki.

Oto tańcząca, druga/siódma myszka.


Teraz rzucę kostką, która wskaże mi przelicznik do odliczania pozostałych myszek.
W ten sposób będę eliminować je, aż pozostanie jedna myszka i tę wyszyję jako następną.

wtorek, 12 lipca 2011

Lawendowa sesja foto

W tym roku do ogródka zaglądam, gdy muszę, aczkolwiek coraz rzadziej muszę, a coraz częściej chcę.
Mówię, że tylko tam sprzątam, bo... gdy już tam jestem, to najczęściej po to, by usuwać przekwitnięte kwiaty, no więc, co robię? Sprzątam :))
Rzadko miałam okazję podziwiać piękne widoki kwiatków, ptaszki gniazdujące w budkach i iglakach, ale w następnym roku nie odpuszczę.

Nawet lawendy nie udało mi się uciąć w porę, gdy miała wszystkie kwiaty rozkwitnięte.
W tym roku lawenda ucierpiała od zimy i wiosennych mrozów - szczególnie od tych drugich.
Jednak udało się uzbierać na mały bukiecik, a nawet małe dwa.
Mam w ogródku lawendę o kolorze najbardziej znanym (fioletowym-lawendowym), ale mam też lawendę różową i ta miała więcej kwiatów.
Różowa lawenda kwitnie wcześniej, dlatego gdy ścinałam kwiaty, w większości były one już suche, zaś w przypadku tej pospolitej, kwiatów przekwitniętych było mniej.

Całe szczęście, że 2 dni temu, zdążyłam ściąć kwiaty przed nocną burzą i ogromną ulewą, bo następnego dnia chyba nic by z nich nie było.

Kwiaty przyniosłam do domu, włożyłam do wazonu, ale dopiero dziś mogłam pobawić się w zrobienie z nich dekoracji.

Ułożyłam bukiecik z obu lawend, opasałam liliową satyną i przewiązałam tasiemką w ciemniejszym odcieniu satyny.
 
Bukiecik włożyłam do wazonu z grubego szkła i nie mogłam oprzeć się pokusie zrobienia sesji zdjęciowej, bo z każdej strony dekoracja wygląda inaczej.
Zrobiłam sporo fotek, ale wybrałam tylko kilka.



I jeszcze kilka ujęć indywidualnych



Jeszcze widok z góry.

Widać część uschniętych, ciemnych kwiatków i wysuszone różowe.


Drugi bukiecik "zamieszkał" w normalnym wazoniku, który postawiłam na szerszej podstawce, która "zbierze" spadające, suche kwiatki.

Przy tej okazji przypomniało mi się, że mam do wykończenia kilka drobiazgów z motywami lawendy.
Ach, gdzie jest czas?
Może gdzieś w promocji jest? :)))

piątek, 8 lipca 2011

Szydełko - bardzo niesforne

Pisząc o huśtawce robótkowej (w poprzedniej notce) chciałam powiedzieć, że igły do haftu, szydełko i igła do dzianiny (bo druty chwilowo bezczynne leżą) wymieniały się bardzo często.

W komplecie pasiastym (pisałam w drugim blogu) było sporo końcówek do zabezpieczenia i schowania, więc tu pracowała specjalna igła, którą stosuję do zszywania dzianiny. Igła ta jest długa, dość cienka, z długim uszkiem i kulką zamiast czubka.

Druga igła pracowała nad haftem kolejnej myszki baletniczki.
Haft jeszcze nie jest skończony, ale pozostało niewiele.

Trzecia igła pracowała nad wyszywaniem delfinków.
To praca na dłużej .

Szydełko (niesforne) wpychało się, gdy tylko odłożyłam jedną z igieł i nim się obejrzałam, już tkwiło w moich paluszkach.
Tym sposobem powstały kolejne łapki.



Teraz mam cztery łapki, z których widzę tylko jeden komplet - np. taki:



Myślę, że niebawem dorobię kolejne, by skompletować pozostałe łapki :)

czwartek, 7 lipca 2011

Taki dziwny tydzień i natura

Huśtawka w pogodzie i huśtawka w robótkach, a na koniec doszła huśtawka w nastroju.
Taki dziwny był to tydzień.

Wczoraj w przypływie lepszej pogody i lepszego samopoczucia, na spacerze z sunią przypłynęła do mnie ochota pstryknięcia fotki dziko rosnącym roślinkom mijanym na spacerowym szlaku.
Ponieważ nie planowałam wcześniej fotografowania, nie zabrałam ze sobą aparatu lecz zabrałam komórkę, czego zwykle nie robię, a powodem było oczekiwanie pewnej wiadomości...

Skoro komórka była w garści, to nic nie stało na przeszkodzie, by skorzystać z jej możliwości, których nie ma znowu aż tak wiele, jak to jest w przypadku niektórych - bardziej wypasionych.

Nie są to więc najlepsze jakościowo zdjęcia, ale może już za rok albo dwa tych roślinek tam nie będzie, bo wybudują następne bloki...

Fotki wstawiam bez opisu...











I jeszcze jeden kwiatek - azalia, która przed miesiącem wyglądała tak, jak na tamtych fotkach, a tak wygląda dziś :))

piątek, 1 lipca 2011

Delfinki - odsłona 9

Tydzień temu, gdy pisałam o myszce, delfinków było tyle, co na fotce, ale przez ten tydzień nie postawiłam żadnego krzyżyka, bo ciągle szydełko wskakiwało mi na kolana i zazdrośnie wpychało się w rękę, by teraz nim się zajmować, skoro druty odłożone do koszyka.


Poza zazdrością szydełka, było kilka przeszkadzaczy w postaci spraw różnych - nie robótkowych, ale najważniejsze, że mam już trochę czasu na jakiekolwiek robótki.
Ponieważ mam wybór z kilku technik i plany się piętrzą, to sięgam po to, co w danym momencie jest ważniejsze, wiąże się z konkretnym terminem albo po prostu najdzie mnie na coś ochota.
Gdy ręka trochę  zmęczy się szydełkiem, to w ruch pójdzie igła z mulinką - to już sprawdzone :)))

Zatem delfinków ciąg dalszy - w najbliższej przyszłości.
Choć nie mogę już doczekać się skończonych delfinków, to nie chcę się zmuszać i przyspieszać wyszywanie, by nie zniechęcić się do obrazka, dla którego już planuję miejsce na ścianie.

Na dodatek zaczynam chcieć za dużo na raz - planuję coś zrobić, a już w głowie powstaje pomysł na zrobienie czegoś innego (nie wspominając tego, co czeka na zagospodarowanie) i tworzy się taki łańcuszek, z którego trudno wybrać tylko jedno ogniwko, a pozostałe zostawić na później.
Jednym słowem zaczynam wpadać w robótkowy młynek, bo i czasu mi zaczyna przybywać.