wtorek, 14 sierpnia 2018

Po deszczu - Niedziela nr 3

Podsumowując temat nr 2, El podała temat kolejnego zadania dotyczący tego, czego u mnie ostatnio bardzo brakuje.

Temat nr 03 zabawy Niedziela z fotografią, to:


Po deszczu

Po deszczu, a właściwie na koniec opadów (niekoniecznie po burzy), gdy zza chmur wychodzi słońce, na niebie pojawia się cudne zjawisko - TĘCZA.

Ponieważ lubię fotografować, gdy tylko na niebie pojawi się coś ciekawego, a ja mam pod ręką aparat, to mam sporo, żeby nie powiedzieć ogrom zdjęć z tęczą w roli głównej.
Tęcza na wielu zdjęciach jest mniej wyraźna, bo najczęściej "łapałam" ją, gdy już zanikała, ale tych zdjęć nie wyrzucam.

Tęcza ma w sobie jakąś dziwną magię, jej widok przyciąga wzrok i sprawia, że chce się ją za każdym razem fotografować, chociaż wydaje się zawsze być taka sama.
Nigdy nie miałam możliwości bycia w takim miejscu, by widzieć początek tęczy stykający się z Ziemią na horyzoncie.
Jednak zawsze cieszę się jak dziecko, widząc ją na kawałku nieba ograniczonym osiedlową zabudową.
Do zabawy wybrałam fotkę tęczy nad dźwigiem... dlaczego? Komentarz pozostawiam dla Was.

 
Ciekawe, co wymyśli El na następną niedzielę. :)


poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Sierpień, upał i bombki

Kolejne bombki wyszyte w ramach zabawy u Raeszki, a realizacja pomysłu nadal czeka na lepszy czas, bo natchnienie nadal się chowa, a robi to pewnie z powodu upałów.
Z powodu upałów, głowa też odpoczywa od myślenia, więc zamiast myśleć, co napisać, przedstawię haftowane bombki plus dodatek, wykonane w ramach zadania sierpniowego u Raeszki 

Bombeczki razem z dodatkiem.

Osobno...



Tę ostatnią wyszyłam dwa razy.
Chwyciłam kawałek kanwy i nie sprawdziłam, czy to jest ta przeznaczona na bombki.
W połowie haftowania zorientowałam się, że wzorek wychodzi mniejszy.
Okazało się, że kanwa jest minimalnie drobniejsza, a ten kawałek przeznaczony był na inny hafcik.
Dokończyłam jednak tę wyszywankę i wykonałam drugą, tym razem odpowiedniej wielkości.
Widać różnicę i widać, że pomyliłam mulinę, wzięłam minimalnie jaśniejszą do wyszycia na drobniejszej kanwie.

Na koniec, wzorek dodatkowy.
Ten wzorek wyszyłam na innej kanwie, też z resztek, które trzymam na takie małe motywy.



U Igiełki zgłaszam wykorzystanie części muliny z zapasów resztkowych bez numerów oraz innych firm.

Miałam jeszcze wykonać kartkę, ale siły straciłam na utrzymanie się w jako takiej kondycji.
Komponowanie nie szło mi wcale a wcale, więc odłożyłam kartkę na potem, bo na jej zrobienie mam jeszcze kilka dni i myślę, że pogoda zmieni się na tyle, bym mogła wywiązać się postanowienia.
Jednak wyszyte bombki zgłaszam do zabawy u Xgalaktyki, na wypadek, gdybym jednak nie zdążyła przygotować karteczki.


Jedno, co mogę w takie upały robić, to wyszywać lub frywolitkować.
O tym co wyszywałam w ostatnim czasie, napiszę w osobnym wpisie.

sobota, 11 sierpnia 2018

Literka L z kreską w Foto alfabecie

Literka L z kreską, to oczywiście Ł w zabawie Fotograficzny alfabet.
Podobnie, jak literka I, ta także nie ma wielu możliwości do wyboru, ale coś udało mi się znaleźć.

1. Jedzenie - Łopatka
W takie upały nie ma się ochoty na mięsiwo, a ponieważ z ryb najbardziej lubię... pomidory, więc teraz one najczęściej są na stole.
Do zabawy wykorzystałam fotkę zrobioną porą zimową, a na fotce jest łopatka pieczona w mieszance przypraw własnej kompozycji i z liśćmi laurowymi.



2. Flora i fauna - Łabędź
Ten łabędź był nad wyraz ciekawski. Wyciągał szyję do każdej zbliżającej się osoby, jakby pytał:
"Co tam masz w ręku..., czy to dla mnie?" "Podziel się ze mną." "Jestem taki sympatyczny i miły..." "Daj dzióbka..." :)))

3. W domu - Łapka
Takich łapek do garnków, no może trochę innych, narobiłam sporo, ale dla mnie zostały tylko te dwie.
Nie wiem, czy jeszcze kiedyś zrobię jakieś łapki, bo szydełko zostało odłożone na krótko przez problem z własnymi łapkami, ale to "krótko" dziwnie się wydłuża w kierunku nieskończoności.


4. Na ulicy - Ławka
Jest to ławka z historią. Właściwie była to ławka, ponieważ dawno jej nie ma, ale zdjęcie pozostało na pamiątkę. 
Wiele lat temu mieliśmy na działce tę ławkę, zamontowaną na stałe przez Ktosia.
Ławka miała dwie "nogi" zrobione z grubych rur, na których osadzone było siedzisko z dwóch desek rozsuniętych tak, że do rury był dostęp.
Któregoś dnia, podczas koszenia trawnika, Ktosiu usłyszał dziwny odgłos wydobywający się z rury.
Trochę przestraszyliśmy się, co też może tam siedzieć...
W pierwszej myśli chcieliśmy zalać rurę wodą, ale zrezygnowaliśmy z tego pomysłu i wlaliśmy
wody odrobinkę (tak pokropiliśmy) i to był dobry pomysł.
Z rury wyskoczyło coś małego...

Okazało się, że w rurze uwiła sobie gniazdko sikorka.
Po kilku dniach, gdy byliśmy dłużej na działce, przygotowaliśmy sobie (jak zwykle w takich dniach)  plenerowe jedzonko.
Usiedliśmy do posiłku na przenośnej ławeczce przy widocznym stoliku, bu nie przeszkadzać sikorce.
W krótkim czasie okazało się, że to była również pora karmienia u sikorek.
Sikorka mama, najpierw niepewnie siadała w pobliżu i obserwowała nas.
Gdy doszła do wniosku, że jej nie zagrażamy, weszła do rury z jedzonkiem dla swoich dzieci.
Przez cały czas wylatywała i za małą chwilę wracała z jedzonkiem w dzióbku znikając w rurze.
Zdjęcia robiłam wówczas aparatem z kliszą (o cyfrówce mogłam wtedy pomarzyć) i nie byłam pewna, czy uchwyciłam sikorkę, więc ujęć ławki było sporo. Pani w zakładzie fotograficznym dziwiła się bardzo i przy odbiorze zdjęć zapytała, dlaczego tyle razy fotografowałam samą ławkę. :)))
Czy w pierwszej chwili, patrząc na zdjęcie wyżej, da się zauważyć sikorkę?
A czy teraz - na zdjęciu poniżej da się zauważyć sikorkę?


I to jest wyjaśnienie ilości klatek na kliszy z ławką w roli głównej.
To wydarzenie zaowocowało dwiema budkami lęgowymi dla sikorek.

środa, 8 sierpnia 2018

Dla ochłody - Niedziela nr 2

Podsumowując temat nr 1, El podała temat kolejnego zadania związany z ostatnimi upałami, jakimi raczy nas tegoroczne lato.

Temat nr 02 zabawy Niedziela z fotografią, to:

Dla ochłody

Niby temat prosty, ale jak się okazało wcale nie taki prosty.
Najprościej byłoby zrobić zdjęcie taplania się w fontannie, jedzenia lodów, czy siedzenia przed wiatraczkiem, ale nie na tym polega zabawa...
Trzeba trochę pokombinować, by powstało coś ciekawego i jednocześnie wiążącego się z tematem.
Postanowiłam pogodzić słońce, temperaturę, działkę, cień, wodę i robótki.
Z tego godzenia wyszedł mi taki obrazek...


Termometr pokazuje temperaturę w półcieniu (37st.C), a ja siedzę w cieniu parasola z nogami we wiaderku z wodą i wyszywam kolejny wzorek do zabawy Hafty i przysłowia.
Trawnik trochę biedny w kolor zielony, ale to z braku wody z chmurek.

Robótki w sezonie działkowym, to mój częsty przerywnik od prac ogrodowych.
Zawsze zabieram ze sobą jakąś małą robótkę i nawet, gdy nie uda się posiedzieć z robótką, to wiem, że ona jest ze mną i tylko czasu zabrakło, by się nią zająć, czyli czasu zabrakło na odpoczynek.
Teraz na działce jest dużo czasu na odpoczynek, bo nie da się wykonywać prac innych w takim ukropie.
Pozostaje jedynie to, co widać na fotce, siedzieć i robótkować, to jednak lżejsza praca od prac ogrodnika.

Z tego, co słyszę i czytam, to wiele osób ma już dosyć tych upałów i tęskni za ochłodzeniem.
Każdy robi, co może i radzi sobie z upałami na różne sposoby, ale to wszystko na dłuższy czas nie wystarcza, a aura nie odpuszcza, przynajmniej u mnie.
Wszędzie występują opady deszczu, a u mnie cisza, nic się nie dzieje. Nawet w mieście, na jednym końcu trochę popadało, a u mnie nie spadła ani jedna kropla...
Deeeszszszczczczuuuuu... proszę, ale nie burzy!


poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Komentarz i upominek

W czerwcu przenosiłam wpisy z poprzedniego miejsca blogowania.
Jednocześnie pisałam bieżące notki już tu, w nowym miejscu.
Gdy liczba przenoszonych i aktualnych (nowych) wpisów osiągnęła razem okrągły 1000, pojawił się komentarz.
Było to pierwszy w kolejności komentarz - napisany przez Czarną damę do notki pt. "Hafty i przysłowia #7 - czerwiec".

Gdy zobaczyłam tę zbieżność, postanowiłam w jakiś sposób wyróżnić ten fakt związany z moimi przenosinami, a że lubię sprawiać niespodzianki, to już wiedziałam, co zrobię.

Wspomnę tylko, że ostatecznie przeniosłam tu ponad 1000 wpisów, a około 300 pozostało w moich archiwach, ale o tym już pisałam.

Wracając do niespodzianki, skoro dotarła (miała dotrzeć w miniony piątek), to mogę o niej napisać. Gdy podjęłam decyzję o niespodziance, zaczęłam zastanawiać się, co sprawiłoby radość Czarnej damie...
Po komentarzach dotyczących moich frywolitek, wiedziałam, że nie zajmuje się Ona tą techniką, więc główna częścią niespodzianki stało się coś frywolitkowego..., reszta, to dodatki. :)
Z zakładek, których jeszcze nikomu nie zdążyłam podarować, wybrałam dwie.
Jedną z ostatnio wykonanych i o niej napisałam w drugim blogu.


Druga zakładka wykonana była dawniej i o niej pisałam jeszcze w starym miejscu blogowania, dlatego na fotce są dwa adresy blogów, a fotkę zaczerpnęłam z przeniesionego wpisu.

Do upominku dołączyłam kawki i herbatki.
Nie ryzykowałam z czyś słodkim, by w podróży przy tak wysokich temperaturach, nie dotarły w stanie płynnym. :)))
Mam nadzieję, że drobne przydasie w postaci tasiemek i włochatych drucików, zostaną w odpowiednim czasie wykorzystane.
Przydasiów miało jeszcze trochę innych, ale w tym upale mózg topi się i nie myśli, więc to, co zostało dołączy do niespodzianki w innym terminie, przy innej okazji.
Niestety nie zrobiłam fotki całości niespodzianki, ale zrobiła to Czarna dama.
Przy okazji, załączyłam kartkę okolicznościową z okazji imienin, bo tak jakoś wyszło, że się okazało... :)))))
Kartkę zrobiłam jakiś czas temu i doczekała się okazji i adresatki.