sobota, 28 maja 2016

Leniwa niedziela, pracowity tydzień i hafty

Była niedziela (poprzednia), piękna pogoda, świeciło i grzało słoneczko, więc pobyt na działce był udany.
Trochę wyszywałam i mam dowód na to, że robię to także na działce.
O tej wyszywance więcej będzie w osobnym wpisie.


Normalnie robię to w przerwach na odpoczynek od prac rabatkowych, ale w niedzielę wyszywanie miało wyłączność i mogłam sobie poiksować.

Pstryknęłam parę fotek temu, co aktualnie kwitnie i zobaczyłam, że czeka mnie pracowity tydzień.

Miałam problem, by wybrać kilka, więc wybrałam więcej niż kilka. :)))



Ostatnie kwitną u mnie tulipany białe, żółte i różowe.




Sam się wprowadził orlik biały z dodatkiem lekkiego błękitu.


Pełny narcyz był tylko jeden w tym roku, chyba potrzebna jest przeprowadzka. :)


Ostatni różowy tulipan i przekwitające anemony oraz żurawki.



Bzy do koloru do wyboru. :)

Najpierw japoński miniaturowy i przepięknie pachnący. On ma w tej chwili 60 cm wysokości.






Pozostałe, to bzy wysokie i wielkokwiatowe o kwiatach pełnych.
One także pięknie pachną i uprzyjemniają pracę w ich pobliżu.





I jeszcze jeden kwiatek z mojego ogródka, który upodobał sobie kamienno-betonowe miejsce.
Jest to bratek, który jest samosiejką i przypomnieniem, że w zeszłym roku na skalniaku rosły takie kwiatki.

Tydzień okazał się bardzo pracowity, każdego dnia było sporo do wyczyszczenia, bo zielsko nie pyta czy może, tylko rośnie wszędzie gdzie mu pasuje i gdzie nie zawsze jest mile widziane.
Dziś skończyłam tygodniowe pielenie i najbliższa niedziela (jeśli pogoda pozwoli) będzie równie leniwa, jak poprzednia.

Na zakończenie jeszcze o lokatorach działkowych.

Mamy na działce lokatorów skrzydlatych...
Mazurki wykarmiły już młode i wyprowadziły z budki... za chwilę będą przygotowywać budkę do drugiego lęgu.

Sikorki mieszkające w drugiej budce, aktualnie karmią młode...
Dziś Ktosiu obcinał przyrosty na drzewie, na którym jest budka sikorek i musiał to robić z przerwami, ponieważ młode miały porę karmienia.
Sikorka nadlatywała i donośnym głosem nakazywała Ktosiowi przerwanie pracy na moment, by mogła wejść do budki, oddać pokarm i polecieć po następną porcję.
W tym czasie Ktosiu znów mógł wykonać kilka cięć nożycami.
Zabawa potrwała jeszcze chwilkę, Ktosiu skończył cięcie, a sikorka wreszcie mogła spokojnie dokończyć karmienia.
Żałowałam tylko, że nie zabrałam aparatu.

Są jeszcze tacy lokatorzy - od zeszłego roku.

Korzystają z mini wodopoju.

Leżakują sobie na kamieniach lub na mostku i wygrzewają się w promieniach słoneczka.






Nie boją się nas, bo wiedzą, że nie zrobimy im krzywdy, ale obserwują nas, gdy kręcimy się w pobliżu, gdzie leżą.