piątek, 25 września 2009

Raz jeszcze... to samo

Bywa niekiedy, że wracamy kilka razy do tego samego wzorku - z różnych powodów.

Do wzorku, o którym poniżej, wracałam 3 razy.

Pierwszy raz - gdy robiłam moją pierwszą "krzywą" poduszeczkę (niektórzy nazywają to "biscornu").

Drugi raz skorzystałam z tego samego schematu, gdy uczyłam koleżankę wyszywać krzyżykami.

Trzeci raz - właśnie teraz, bo "wpadł" mi w ręce podczas przeglądania szpargałków w poszukiwaniu drobnych motywów do wyszycia.
Tym razem pobawiłam się z kolorami w inny sposób niż poprzednio, a przy okazji wykorzystałam (częściowo) resztki niezidentyfikowanych mulinek po ostatnio wykonanych porządkach w świecie moich mulinek.

Wyszło coś takiego:

- w kawałkach i z boku


- z przodu i z tyłu

Nie zastosowałam ściągnięcia w środku poduszeczki - celowo.
Ten drobiazg ma już swoje przeznaczenia - niebawem trafi do właścicielki.

Przy okazji - w moim drugim blogu napisałam, jak zrobić własny sznureczek, który może przydać się w różnych robótkowych poczynaniach.
Teraz o tym pomyślałam, że sznureczek wykonany z muliny można zastosować jako zawieszkę oraz do obszycia brzegu poduszeczki.

niedziela, 20 września 2009

O zapomnianej notce i roślince

Pisałam wcześniej o moich kwiatkach i przy ostatnim zdjęciu zadałam pytanie: "Co z tego wyrośnie?"
Później jakoś tak się wszystko potoczyło, że temat zawieruszył się - ja po prostu zapomniałam.
Chyba zaczyna mnie gnębić skleroza :)))
Dzięki zmianom bloxowym dopatrzyłam się, że dodałam do zasobów blogowych dalsze fotki tej roślinki - zapewne z myślą o notce na jej temat.

W związku z tym (z opóźnieniem) odkrywam karty i odpowiadam na pytanie - z tego wyrósł Czosnek olbrzymi, chociaż na krótkiej "nodze".

Tak wyglądał, gdy otworzyło się zaledwie kilka kwiatuszków - gwiazdeczek.



Tak wyglądał, gdy pączków było już sporo i więcej kwiatków rozwiniętych. Zaczęła już formować się kula.


Tak było, gdy pączków i rozwiniętych kwiatków było prawie pół na pół.



Tak prezentował się czosnek olbrzymi w pełnym rozkwicie.
Widoczne są torebki nasienne - jeszcze jako zielone kuleczki.



Dziś spogląda na mnie z półki, stojąc w kolorowym wazonie.


Jeszcze porównanie z bliska.

- w czasie kwitnienia - było mnóstwo pojedynczych gwiazdeczek:



- suchy - widoczne są czarne nasionka w otwartych torebkach:




wtorek, 15 września 2009

Mija rok za rokiem...



Właśnie minął 4 roczek mojego blogowania.

Pozwolę sobie na małą refleksję...

Cztery lata temu o tej porze zakładałam mój blog i poznawałam tajniki jego edycji, a chwilkę później napisałam pierwszą notkę.
Wówczas nie przypuszczałam, że moje pisanie potrwa dłużej niż rok, no może dwa.
Nie przypuszczałam też, że poznam tak wiele miłych, sympatycznych osób.
Znaczna część pozostaje nadal wirtualnymi dobrymi znajomymi, kilka znajomości ma swój ciąg dalszy w realu.
Niektóre znajomości skończyły się - szkoda..., ale ponoć wszystko ma swój kres...

Gdy zaczynałam blogować, nie wiedziałam dokładnie, jak to będzie i jak potoczy się moje pisanie.
Mało było blogów robótkowych, nie miałam więc wzorców i długo wahałam się, czy pisać o różnych robótkach i zainteresowaniach, czy wybrać jedną dziedzinę.
Ostateczna decyzja zapadła pod wpływem osób odwiedzających i czytających to, o czym piszę.
Pytania zadawane w mailach i komentarzach często sprawiały, że redagowałam notkę, która była odpowiedzią dla jednej osoby z korzyścią dla wielu innych.
Oczywiście adresatka zawsze była pytana o zgodę na opublikowanie odpowiedzi.

Obserwowałam pojawiające się, jak przysłowiowe grzyby po deszczu, blogi robótkowe i cieszyłam się, że coraz więcej osób ujawnia swoje robótkowe hobby.
Teraz robótkowych blogów jest tak dużo, że nie jestem w stanie, aby w krótkim czasie zajrzeć choć do połowy z nich, nie mówiąc o pisaniu komentarzy - tu proszę o wybaczenie.
Jednak podziwiałam i nadal podziwiam robótkową twórczość, o której piszą coraz chętniej i coraz młodsze "robótkowiczki".

Dziękuję wszystkim osobom, które odwiedzają mnie od początku mojego blogowania.
Dziękuję wszystkim osobom, które w ostatnim czasie dołączyły do odwiedzających i zaglądają do mnie dość systematycznie.
Dziękuję wszystkim osobom, które zaglądają do mnie sporadycznie. 

Dziękuję Wam, że byłyście/byliście ze mną przez te 4 lata, że mogłam na Was liczyć w chwilach trudnych.

Dziękuję.

Co będzie dalej, czas pokaże...

piątek, 11 września 2009

Bardzo przyjemne z bardzo pożytecznym

W czasie przerwy w blogowaniu wykonałam kilka rzeczy - w większości są to hafty.
Rzadko sięgałam po druty i szydełko, bardziej ciągnęło mnie wykonywanie małych form i cieszyło uzyskiwanie efektu niemal natychmiast.
Były to te chwile wytchnienia i zapomnienia o problemach.

W związku z częstym sięganiem po mulinę, musiałam pomyśleć nad uporządkowaniem nitek.
Wyszywając jeden z obrazków, myślałam z czego by wykonać nawijki i gdzie je później ulokować.
No i wymyśliłam...

1. Najpierw zrobiłam to, co miałam zrobić już dawno, czyli dokonałam selekcji starych pocztówek okazjonalnych i widokówek, które kiedyś zbierałam, a których mam ponad 1500.
2. Narysowałam szabloniki nawijek o potrzebnych wymiarach i wydrukowałam na zwykłych kartkach.
3. Zebrałam potrzebne akcesoria:
- pocztówki,
- wydrukowane szabloniki,
- taśma klejąca dwustronna - dwie rolki,
- nożyczki.

4.  Każdą pocztówkę podkleiłam dwustronną taśmą klejącą.


5. Następnie na taśmę przykleiłam wydrukowane szabloniki.


6. Wycięty szablonik jest dość sztywny - z jednej strony jest kolorowy, a z drugiej biały.
Na białej stronie wpisane są numery kolorów

To tylko niewielka część kolorowych nawijek, które wykonałam dla wszystkich posiadanych nitek.


7. Gotowe nawijki z nićmi umieściłam w pudełkach.
Nie są to pudełka spotykane w sklepach z akcesoriami robótkowymi lecz pudełka, w których dawniej przechowywane były... dyskietki.
Wielkość nawijek dostosowałam do wielkości właśnie tych pudełek.



8. Jestem zadowolona z pomysłu połączenia przyjemnego z bardzo pożytecznym, bo przy tej okazji zrobiłam porządek z w trzech tematach:
- stare pocztówki, które żal wyrzucić - część znalazła nowe zastosowanie,
- pudełka po dyskietkach, które zajmują miejsce i coś w nich trzymać trzeba, bo szkoda wyrzucić - wspaniale nadają się do nowej roli,
- mulinki, które dotychczas były w tych pudełkach, ale w foliowych woreczkach, teraz są poukładane w kolejności numerycznej, przez co łatwo odszukać odpowiedni kolor.


Tym pomysłem pogodziłam element (nici do haftu) wiekowej techniki (robótek ręcznych) z elementem (pudełka do przechowywania dyskieteknowej techniki (TI).

niedziela, 6 września 2009

Miło mi... podziękowania

Tym razem przerwa nie była podyktowana urlopem, ale tak się złożyło, że nie mogłam napisać o braku aktywności w blogowaniu.
Działo się wiele złego i trochę dobrego, ale pominę to milczeniem i niech to, co było pójdzie już w niepamięć. Będę wspominać jedynie o tych dobrych sprawach.

Obiecuję odpisać na wszystkie listy, ale to będzie wymagało czasu, zatem proszę o cierpliwość.
Piszących w sprawie pomocy, proszę o potwierdzenie aktualności tematu.

Powoli rozkręcę się (mam nadzieję) i znów będę blogować.
Miło mi, że tyle osób jeszcze do mnie zagląda 
i prześlicznie dziękuję za wszystkie komentarze oraz maile.
Szczególnie dziękuję za maile przepełnione troską o mnie.

Aby podkreślić, jak ważna jest dla mnie Wasza pamięć o mojej skromnej osobie i jak gorące jest moje podziękowanie, stworzyłam kartkę/laurkę.
Kartka zawiera element wykonany na zasadzie matematycznego..., ale nie wyszywania lecz owijania.

Pamiętam, jak dawno temu wbijałam w deseczkę gwoździki według założonego schematu, a następnie prowadziłam kolorowe nitki w określonym porządku matematycznym.
Powstawał w ten sposób przestrzenny, kolorowy obrazek.
Tym razem zamiast deseczki z gwoździkami, zastosowałam fragment rysunku wycięty specjalnymi nożyczkami, dzięki którym uzyskałam ząbkowany brzeg do zahaczania nawijanej nitki.

Moja kartka i róża z ogródka - dla Was
Tak wygląda z bliska: