czwartek, 28 grudnia 2006

Nowa próbka elementu całości

Wykonałam próbkę jednego elementu serwety, według zdjęcia wskazanego przez Elę.
Dziękuję Elu!

Zdjęcie to, choć zrobione od lewej strony wyrobu, pomogło mi wykonać próbkę.

Moja pierwotna wersja różni się od tej nowej tym, że poprzedni motyw robiłam słupkami, a w narożnikach wykorzystałam słupki i łańcuszki.
Natomiast w nowej próbce, motyw (zgodnie z fotką od Eli) robiony był półsłupkami, a w narożnikach zastosowane były łańcuszki.
Słupki w narożnikach robione były tylko w 4 okrążeniach.

Oto nowa wersja próbki wzoru.
Z powodu chwilowej niedyspozycji aparatu wykonałam scan - także zrobiony od lewej strony robótki.


Do zakończenia motywu pozostało jedno okrążenie, w którym mogą być zrobione pikotki albo wachlarzyki.

wtorek, 26 grudnia 2006

Moja choinka i prezent

Moja choinka obfituje w ozdoby szydełkowe wykonane przeze mnie w zeszłym i w tym roku.
Mimo, że sporo ozdób przeszło w ręce przyjaciół, część ozdabia inne pokoje, to na choince jest tłoczno.
Uzupełnieniem są bombki złote i czerwone oraz malutkie światełka.

Za dnia światełka są wyłączone, bo i tak ich prawie nie widać.
Wówczas choinkę rozjaśniają białe ozdoby szydełkowe.
Natomiast wieczorem, gdy włączone jest oświetlenie i światełka, blasku nabierają również bombki.



 
Choinkę ubieramy tradycyjnie w dniu Wigilii.
Dwa dni wcześniej, umieszczałam ozdoby w różnych miejscach mieszkania.
Przez myśl przebiegło mi pytanie: ciekawe, czy jak co roku uda mi się zachować w całości wszystkie bombki?
Pytanie to zadałam sobie w momencie wyjmowania z szafki ogromnej bombki i... BYŁA SOBIE JEDNA BOMBKA... BYŁA...



A teraz o tym, co pod choinką.
Tam znalazło się sporo mniejszych i większych prezentów.
Umieściłam tam także nietypowy prezent.

Pewnej osobie spodobał się motyw serwety szydełkowej, napotkany na blogu Eli.
Serweta składa się z połączonych elementów.
Motyw spodobał się tak bardzo, że zwróciła się do mnie o pomoc w próbie odtworzenia tego wzoru.
Podjęłam tę próbę, bo bardzo lubię ciekawe i trudne wyzwania.

Wzór elementu nie wyszedł identyczny, ale jest podobny i nie mniej ciekawy.
Myślę, że prezent spodoba się w takiej wersji i niebawem osoba, dla której jest on przeznaczony, zabierze się do wykonania serwety.

Tak wygląda element mojego autorstwa:



piątek, 22 grudnia 2006

BN 2006 i Nowy Rok 2007 - życzenia



Wszystkim odwiedzającym mój blog,
z okazji Świąt życzę:

Gwiazdki najjaśniejszej,
choinki najpiękniejszej,
prezentów wymarzonych,
Świąt mile spędzonych... 


Natomiast z okazji Nowego Roku życzę:

By Wam wszystko pasowało,
by kłopotów było mało,
byście zawsze byli zdrowi,
by problemy były z głowy,
by się wiodło znakomicie,
by wesołe było życie!

wtorek, 19 grudnia 2006

I na tym koniec

Dziś zakończyłam wykonywanie świątecznych ozdób.

Zawieszony jako pierwszy, a wykonany jako ostatni w kolejności - duży dzwonek, którego wysokość wynosi 17 cm, a średnica mierzy 14 cm.


Kolejne ozdoby - anioł oraz gwiazda betlejemska - zamocowane w obręczach zdobią okno.
Gwiazda betlejemska zdobiła okno już w zeszłym roku.
Pisałam o niej, gdy była skończona, ale nie zamontowana w obręczy.

Anioł na tle zamkniętych żaluzji


Anioł na tle zachodzącego słońca


Gwiazda betlejemska na tle zamkniętych żaluzji


Gwiazda betlejemska na tle zachodzącego słońca


Wykonałam jeszcze takie oto dwa małe drobiazgi.

Jeden drobiazg, to płaska choineczka, którą zobaczyłam wśród ozdób prezentowanych przez Ivory na wspólnym blogu zimowego robótkowania.
Drugi drobiazg, to płaski dzwoneczek wykonany na bazie splotu choineczki.

Przygotowanie ozdób świątecznych dobiegło końca.

Teraz pozostało mi tylko przystroić choinkę pozostałymi drobiazgami szydełkowymi.
Zgodnie z tradycją wyniesioną z domu rodzinnego, choinka będzie "ubrana" w dniu wigilijnym, a na stole pojawi się 12 potraw.
Już mam gotowy grafik, co kiedy należy wykonać, aby nie pogubić się w przedświątecznej krzątaninie.
Przygotowanie potraw zaczynam od zamarynowania śledzika z jabłkami.

czwartek, 14 grudnia 2006

Aniołeczki czakają...

Moje nowe aniołki dołączyły już do grupy zeszłorocznych - tych, które mi pozostały.


Wszystkie zostały odświeżone i oczekują na nadejście Świąt.
Wykonam jeszcze kilka aniołków podobnych do tego pierwszego z lewej strony.
Gdy będą gotowe - odfruną do moich przyjaciół.

wtorek, 12 grudnia 2006

Teraz kolej na iksy... xxx

Aniołki suszą się po kąpieli i niebawem tu zagoszczą.

Przyszła pora na krzyżykowe ozdoby świąteczne.
Nie znaczy to, że skończyłam jedną robótkę i zaczęłam drugą.
Nigdy tak nie robię. Zawsze muszę mieć coś alternatywnego.

W chwilach odpoczynku od szydełka, wyszywałam krzyżykami malutkie obrazeczki, które posłużą mi do wykonania kartek świątecznych.

Oto przykład kartki, która może zostać jeszcze nieco zmieniona.


Oto inne obrazeczki:


Wzorki zaczerpnęłam z "Kramu z robótkami", ale żaden obrazeczek nie jest dokładnie odwzorowany.
Kilka krzyżyków postawionych w innym miejscu niż wg schematu, pociągało może niezauważalne zmiany, ale jednak zmiany.

Kartek tego typu będzie kilka, a otrzymają je najmilsze mi osoby.

Kolejne miniaturki są w trakcie wyszywania.

środa, 6 grudnia 2006

Trudne..., uparte nitki

Właśnie wyschła mocno ukrochmalona serwetka.

Zrobiłam ją z takich nici, które są bardzo trudne w robocie.
Są błyszczące, śliskie, mocno skręcone, dość sztywne i w robocie skręcają się.
Bardzo przypominają te nici (choć są grubsze), których użyłam do robienia tego czegoś, co zresztą odłożyłam - na jakiś czas albo na zawsze.

O tej serwetce nie wspominałam, ponieważ obawiałam się, że też jej nie skończę w najbliższym czasie.


A muszę przyznać, że środek serwetki (gwiazda) był wykonany jeszcze przed założeniem bloga, czyli ponad rok temu.
Prawdopodobnie została odstawiona z tych samych przyczyn co tajemnicza robótka, o której wspomniałam na początku.

Rozpoczęta serwetka odnalazła się w czasie poszukiwań nici do wyszywania motywów świątecznych.
Leżała sobie na dnie kuferka. Widać tak bardzo nie chciałam jej widzieć, że tak głęboko schowałam.

Postanowiłam jednak zmierzyć się z tymi upartymi nićmi i dokończyć serwetkę, która tak bardzo spodobała.
Robiłam ją wytrwale po jednym okrążeniu co dwa dni, czyli między szalikami, gwiazdkami, dzwoneczkami i aniołkami.

Serwetka ma średnicę 60 cm i jest złotego koloru.
Do jej wykonania wykorzystałam schemat skopiowany ze starej francuskiej gazety.
Oczywiście podczas pracy zrobiłam niewielkie odstępstwa od schematu - nie nazywałabym się tak jak się nazywam, gdybym tak nie postąpiła.

Teraz, gdy "mam ją z głowy" - z czego ogromnie się cieszę, mogę spokojnie aniołkom dodać skrzydeł, wyprać im szatki, aby mogły zalśnić w czasie Świąt

piątek, 1 grudnia 2006

Dzwoneczki dołączyły do gwiazdek

Dzwoneczków zrobiłam mniej niż gwiazdek, ponieważ od zeszłego roku niewiele ich ubyło mimo rozdawania przyjaciołom.

Tak wyglądają w tej chwili.
Na zdjęciu jest ich połowa, a może nieco mniej.


Ponieważ zeszłoroczne dzwoneczki wykończone są dołem złotą nitką, te pozostaną białe.
Każdy dzwoneczek będzie ozdobiony maluśką kokardką - złotą lub czerwoną.
Do każdego będzie przymocowana zawieszka w kształcie haczyka - podobnie jak mają bombki.

Wydaje mi się, że w tym roku moja choinka będzie miała mniej bombek, a więcej ozdób szydełkowych.

Pozostały jeszcze aniołki - muszę im tylko przyczepić skrzydełka i doprowadzić je do czystości.

piątek, 24 listopada 2006

Czas na gwiazdki i gwiazdeczki

Między jednym a drugim elementem kompletów szalikowo-czapkowych, robiłam szydełkowe gwiazdki.
Narobiłam ich chyba ze 40.
Z tego zbiorku zrobiłam po 3 lub 4 takie same lub bardzo podobne.


W zeszłym roku zabrakło mi, aby wszystkich obdarować, więc teraz zadbałam o ich dostateczną ilość.
W poszukiwaniu nici, znalazłam jakiś kłębuszek przędzy "zerówki", która do niczego innego mi nie pasowała.
Postanowiłam wykorzystać ją na gwiazdki, dzwoneczki i aniołki.
No i może jeszcze na jakieś drobiazgi.

Ze wszystkich gwiazdek, może jedna jest zrobiona w 2/3 z jakiegoś opisu. Na pewno nie w całości.
Nie powiem, że nie przeglądałam gazet i netu w poszukiwaniu inspiracji.
Przeglądałam i to sporo, ale moje  gwiazdki tworzyłam w trakcie roboty, wyobrażając sobie płatki śniegowe.
Obejrzałam dużo schematów i czasami zaczynałam coś według schematu, lecz gdy coś mi nie pasowało (inna grubość nici) podpruwałam do pewnego miejsca i tworzyłam na nowo według własnej wizji.
Przecież generalnie chodzi o łączenie splotów szydełkowych w taki sposób aby otrzymać wzorzysty wyrób.

Fajnie jest tak siedzieć np. przed telewizorem i szydełkiem przerabiać słupki, łańcuszki, półsłupki, łączyć je odpowiednio.
Po krótkim czasie miło jest oglądać nie to, co pokazują na ekranie, ale to co mamy w ręku, co przed chwilką było nitką na kłębuszku.
Gdyby nie mąż, który stwierdził, że tych gwiazdek już wystarczy, zapewne robiłabym je w dalszym ciągu.

Teraz kompletuję dzwoneczki.

wtorek, 7 listopada 2006

Zwolniłam tempa

Tak ostatnio złożyło się, że więcej mam teraz pracy dziewiarskiej - szaliki, czapki.
Pewnie niebawem wezmę się za rękawiczki i skarpety.

Robótki szydełkowe - ozdoby świąteczne - staram się robić w międzyczasie.

Cały czas leży w zasięgu wzroku nieszczęsna tajemnicza robótka z nitki, która jest powodem odrzucania mnie od skończenia dzieła. Staram się od czasu do czasu zrobić choć parę przęsełek łańcuszka. Męczy mnie to okrutnie, ale ponieważ jestem uparta, nie zrezygnuję z projektu. Co najwyżej skończę robótkę w początkowym okresie nowego roku (2007).
Robótki krzyżykowe idą w parze z szydełkowymi, czyli powoli i w międzyczasie.
Właśnie skończyłam wyszywać ptaszka na gałązce róży - obrazek będzie uzupełnieniem prezentu do nowego mieszkania koleżanki.
 

Pozostało tylko wyprać, wyprasować, oprawić i obrazek gotowy.

wtorek, 31 października 2006

Minęło...

Jak ja nie lubię jesiennych chłodów!!!
Jestem stworzeniem wybitnie ciepłolubnym, ale bez przesady.
Najlepiej funkcjonuje mi się w temperaturach 20-27o C.

Ostatnie dwa tygodnie, to wyrwany kawałek mojego normalnego życia.
Najpierw przewiało mnie podczas prac działkowych, w związku z czym miałam usztywniony kręgosłup i problem z siedzeniem, więc trudno było mi usiedzieć przy komputerze dłużej 10-15 minut.

Gdy już wydawało się, że kręgosłup robi się "normalny", to oko zalało się krwią (coś tam pękło) i znów były ograniczenia w kontaktach z ukochanym kompusiem.

Na koniec dochodzenia oka "do siebie" przypętał się katar i patrzenie w monitor było utrudnione, ponieważ łzy były nieubłagane - leciały, gdy tylko spojrzałam w oświetlony ekranik.

Było, minęło i mam nadzieję, że nie prędko takie problemy pojawią się przy mnie ponownie.

Jedno, co w tych perypetiach wyszło na dobre, to możliwość robienia na drutach w pozycji półleżącej lub (później) siedzącej.
Ponieważ przy robieniu na drutach prawie nie patrzę na robótkę, więc problemy związane z oczami nie przeszkadzały mi.
Natomiast robótki szydełkowe i krzyżykowe może nie "w kąt", ale na pewno przeszły na dalszy plan, a przecież Święta "za pasem".
Ostatnio robiłam tylko na drutach i w najbliższych planach mam kolejne robótki na drutach, ponieważ nie tylko Święta, ale i zima już coraz bliżej.
Szaliki i czapki są na pierwszym miejscu w zapotrzebowaniach moich bliskich.

Myślę, że drobne ozdoby świąteczne zdążę zrobić między kolejnymi szalikami, czapkami i rękawiczkami.

środa, 18 października 2006

Wspomnienie szydełkowe...

Zawsze przy sezonowym przekładaniu rzeczy w szafach, natrafiam na coś, co przywraca wspomnienia.
Tak było i teraz.

W zawartości mojej szafy leżą sobie cichutko i nie wadzą nikomu - chusteczki z szydełkową koronką.


Nie są to jedyne tego typu chusteczki, ale przecież wszystkich nie będę tu demonstrować (mało miejsca).


Robiłam je ... lat temu, gdy często podróżowałam pociągiem z miasta A do miasta B i z powrotem.
Podróże te związane były ze studiowaniem.

Ale ja przecież o chusteczkach...

Robiłam je szydełkiem, które dostałam od Babci.


Na szydełku jest napis: Geschützt No 11.
Jest też wygrawerowana głowa orła w promykach.
Szydełko jest bardzo cieniutkie.
Tkanina na chusteczki, to batyst - bardzo delikatny.
Nici, z których powstawały koronki również były cieniutkie.
Dziś nawet w okularach miałabym problem z wykonaniem takiej robótki.

Dlatego moje ulubione szydełko (bardzo aktywne w minionych latach) teraz odpoczywa.
Gdy czasem na nie spoglądam (z sentymentem) - przypominają mi się czasy naszej "współpracy".

środa, 11 października 2006

Grzybobranie krzyżykowe

Tak się jakoś stało, że nie "weszło mi w krew" zbieranie grzybów.
Nie znaczy to, że nie stosuję ich w mojej kuchni.
Zawsze mam świeże lub suszone grzybki "podrzucane" mi przez znajomych grzybiarzy lub kogoś z rodzinki.

Żeby tak całkowicie nie odwyknąć od widoku grzybków, zabrałam się za dokończenie jednej z robótek krzyżykowych (o których pisałam wcześnie) - znalezionych przy okazji przekładania rzeczy w szafie.
Jest skończona i prezentuje się całkiem fajnie.






 Tak się rozkręciłam, że zrobiłam jeszcze inne grzybki.
Z tymi jeszcze muszę "powalczyć" - wyprać, wyprasować i oprawić (jak te powyżej).


środa, 4 października 2006

Co by tu zrobić...



Niekiedy lenistwo sprawia, że wpadamy na ciekawe pomysły.
Tak też było ze mną.
Miałam dziś ogromnego lenia, pewnie to wpływ szaroburej aury. Mglisto, dżdżysto i zimno.
Nie chciało mi się iść do sklepu - mam wolne.
Obiadu wczoraj narobiłam tyle, że jeszcze na dziś wystarczy, tylko dodatek inny będzie - z zapasów piwnicznych.
Natomiast moje myślenie krążyło wokół pytania - co na kolację???
Zrobiłam przegląd lodówki i nie tylko...
Z tego, co znalazłam wykombinowałam sałatkę ze śledzikiem w tle.
Podoba mi się to określenie, więc tak ją nazwę.

Sałatka
ze śledzikiem w tle
Składniki:
1 tacka (200g) filetów śledziowych (Matjasy korzenne)
4 średnie ziemniaki
3 jajka
mała puszka kukurydzy
1 duża cebula
natka pietruszki
2 małe ogórki kiszone
2 jabłka
2 łyżki śmietany
2 łyżki majonezu
sól i pieprz

Wykonanie:
Ziemniaki ugotować w mundurkach i obrać po ostudzeniu.
Jajka ugotować i obrać z łupinek.
Śledzie oraz kukurydzę osączyć z zalewy.
Jabłka obrać i usunąć gniazda nasienne.
Ziemniaki, jajka, śledzie, jabłka, ogórki i cebulę pokroić w kostkę.
Do pokrojonych składników dodać kukurydzę i posiekaną natkę pietruszki.
Do wszystkiego dodać śmietanę i majonez. Następnie dodać soli i pieprzu do smaku.
Wszystkie składniki dokładnie wymieszać.
Naczynie z sałatką owinąć folią i wstawić do lodówki.
Smacznego!!!
Muszę przyznać, że na świeżo jest smaczna, więc po schłodzeniu i "przegryzieniu się" składników (wieczorkiem na kolację) będzie smaczniejsza.

poniedziałek, 25 września 2006

Kolory, kolory, kolory...


Dziś był jeden z pięknych słonecznych dni początku jesieni.
Mam nadzieję, że cała jesień będzie tak piękna - ciepła i słoneczna.

To są jednak moje skromne marzenia, a jak będzie naprawdę - czas pokaże.

Wracając do dzisiejszego dnia, a właściwie popołudnia.
Minęło ono pod znakiem prac w ogródku - zgrabianie liści, przycinanie uschniętych roślin - po przekwitnieniu, itp. ...

Oczywiście nie obyło się bez cyknięcia paru fotek.
Jabłka nie są jeszcze dojrzałe, choć wyglądają ślicznie w promieniach zachodzącego słońca.
Sporo owoców zostało uszkodzonych przez letni grad  i teraz spadają ze śladami gnicia, ale trochę zostało - będą do schrupania.



Robiąc porządki wśród kwiatów zobaczyłam coś, co zwykle oglądamy wczesną wiosną.

Widok jest fantastyczny.
Po prostu - ANOMALIA W PRZYRODZIE!!!

Roślina zmienia już kolor liści na jesienny. Później liście te opadną.
Między liśćmi zauważyłam kwiatki żółciutkie i tak świeże barwą jak na wiosnę.

Roślina ta, to... FORSYCJA!!!



Inna ciekawostka, która zwróciła moją uwagę, to aksamitki drobnolistne.
Zwykle mają one odcienie w kolorystyce żółto-pomarańczowo-brązowej w danej sadzonce.

W tym jednak przypadku, z jednej sadzonki, na kilku rozgałęzieniach pojawiły się kwiatki o trzech różnych barwach -  2 kwiatki żółte, 1 - jasnopomarańczowy i pozostałe ciemnopomarańczowe.

Jeszcze nie wszystkie pączki rozwinęły się, więc ciekawe - co też zobaczę w tym miejscu za parę dni?


piątek, 15 września 2006

Jakże ten czas leci... za szybko...

Mogłabym powiedzieć krótko - za szybko!

Wczoraj wieczorem, coś mi kazało spojrzeć na szpaltę z archiwum.
Na pierwszej pozycji jest WRZESIEŃ 2005.
Zajrzałam więc do moich pierwszych notatek i okazało się, że

rok temu, o godz.11.24 "urodziłam się".
Fakt - jak ten czas leci!!!
Zaczynałam pisać wiedząc tylko tyle, że chcę się dzielić tym, co lubię i potrafię zrobić własnoręcznie.

Zastanawiałam się, czy blog robótkowy zainteresuje kogokolwiek.
Odwiedzając inne blogi - nierobótkowe, widziałam ogromne ilości komentujących i byłam pod wielkim wrażeniem.
Nie przypuszczałam, że moje pisanie spotka się z dużym zainteresowaniem.

Bardzo dużo osób odwiedzających mnie nie komentuje notatek, nie pozostawia śladu niestatystycznego.
Niektóre osoby zamiast komentować, piszą maile, w których utwierdzają mnie, że słusznie zrobiłam zakładając tego typu bloga.

W ciągu minionego roku spotkałam tu, na bloxie, mnóstwo sympatycznych osób a nawet zawiązałam przyjaźnie.

Wszystkim odwiedzającym mnie,
dziękuję za odwiedziny.
Komentującym - za komentarze.
Mailującym - za sympatyczne listy.
Serdecznie zapraszam na ciąg dalszy...
Aby upamiętnić te "urodziny" jeszcze wczorajszego wieczoru zaczęłam, a dziś rano skończyłam serweteczkę (średnica 16 cm), która będzie leżała na moim nocnym stoliku.
Będzie mi przypominać o pierwszym roku blogowania i przebywania a Wami.


wtorek, 12 września 2006

Tydzień calkiem zwariowany

Miałam taki zakręcony tydzień, że nim się obejrzałam - czas gdzieś mi uciekł.
Nie wiem tak do końca, czy ten czas dobrze spożytkowałam, czy po prostu przetrwoniłam.

Miałam dwa wyjazdy, z których jeden to był smutny obowiązek.
Drugi wyjazd łączył się z przyjemnymi odwiedzinami nowego, maluśkiego życia.
Pozostałe dni upłynęły na przetwarzaniu tego, co jeszcze pozostało do przetworzenia oraz na "łapaniu" pogody odpowiedniej do wykonania późnoletnich albo inaczej wczesnojesiennych prac ogrodowych.

Wieczory były oczywiście robótkowe, bo inaczej być nie może.
Robótka, na którą uparłam się, idzie w ślimaczym tempie - mogę ją robić tylko i wyłącznie przy dobrym świetle dziennym. Zrobię ją na pewno, choć ze sporym opóźnieniem.
W związku z tym, przy świetle sztucznym, zrobiłam "łapki" do chwytania gorących garnków.


Wykonałam dwie jednakowe - w ukośne paski oraz jedną ośmiokątną. 


Ostatnia - sześciokątna - jest na ukończeniu.


Dwie z wykonanych "łapek" przejdą w inne ręce, ponieważ kolorystyka kuchni obdarowanej osoby jest podobna do mojej.
Mam zamiar wykonać jeszcze dwie "łapki" w innej kolorystyce, odpowiedniej do kuchni kolejnej obdarowanej osoby.

Jednak dzisiejszy wieczór (rocznica ślubu) poświęcam mężowi i wspomnieniom tego dnia sprzed (...) lat.

niedziela, 3 września 2006

Dobry pod każdym względem...



Smaczny i szybki w przygotowaniu - to plusy. Minusów nie zauważyłam
Można go robić na trzy sposoby i w każdym przypadku otrzymamy inny smak, ze względu na zastosowane mięso. Z kurczaka i indyka smakuje podobnie.
Natomiast podawać można w każdym przypadku z czymś innym.
Tu również zmieniają się walory smakowe. Bowiem ten sam gulasz inaczej smakuje z ziemniakami, inaczej z ryżem i zupełnie inaczej z makaronem.
Ile zatem mamy kombinacji?
Ja najczęściej przyrządzam gulasz  z indyka i podaję go z ryżem lub makaronem.

Gulasz z indyka lub kurczaka, ewentualnie...
Składniki:
50 dag mięsa kurczaka lub indyka (najlepiej piersi), ewentualnie mięsa wieprzowego (szynka),
duża cebula,
4 łyżki oleju roślinnego,
łyżka masła,
szklanka bulionu warzywnego,
3 papryki (zielona, żółta i czerwona),
2 pomidory,
mała puszka lub ½ dużej puszki kukurydzy konserwowej,
2 łyżki lub malutka puszka koncentratu pomidorowego,
sól, pieprz (biały),
łyżeczka ostrej papryki w proszku lub pół łyżeczki przyprawy chili,
po szczypcie tymianku, oregano i bazylii.

Wykonanie:
Mięso pokroić w drobną kostkę. Oprószyć solą i pieprzem, odstawić na pół godz. do lodówki.
Cebulę pokroić w półkrążki.
Papryki umyć, oczyść z gniazd nasiennych i pokroić w cienkie paski.
Pomidory sparzyć, zdjąć skórki i pokroić na kawałki.
Kukurydzę odsączyć z zalewy.
Rozgrzać w rondlu 3 łyżki oleju i masło i podsmażyć mięso na dużym ogniu.
Na patelni rozgrzać łyżkę oleju i zeszklić na nim cebulę.
Podsmażoną cebulę dodać do mięsa, wlać bulion i wszystko zagotować.
Po krótkiej chwili gotowania dodać do mięsa paprykę, kukurydzę, pomidory, koncentrat pomidorowy oraz zioła.
Ponownie zagotować, po czym przykryć i dusić na małym ogniu około 30 minut (mięso wieprzowe ok. 40 min.)
Pod koniec gotowania gulasz doprawić solą, pieprzem i chili.
Gulasz powinien być pikantny.
Podawać z ryżem, bądź ziemniakami, bądź makaronem.
Można stosować jako dodatki, surówki z kapusty wszelakiej.
Smacznego!!!

piątek, 1 września 2006

Przełamuję niechęć do szydełka

Robótka z nitki poliestrowej posuwa się w ślimaczym tempie.
Co zrobię jeden rządek, to odkładam, bo się wkurzam na tę nitkę.
Jest taka sztywna i śliska, ale spodobała mi się, więc się nie poddam.
Uparta jestem jak kozioł. Jestem zodiakalnym Koziorożcem, więc "z upartością mi do twarzy" ha, ha, ha.
Gdy oczko spadnie z szydełka, to od razu spruje się kilka poprzednich. Muszę wtedy dopruć do miejsca zaczepienia i liczyć oczka od nowa.
Oj przedłuży się czas zakończenia tej robótki, ale mam nadzieję, że mój upór opłaci się.

Równolegle do tej robótki, robię bluzeczkę na drutach.
Ta robótka posuwa się zdecydowanie szybciej.

Aby przełamać niechęć do tej szydełkowej robótki, zrobiłam małą odskocznię.
Wykonałam z grubszego kordonka małe praktyczne coś.

Często jeżdżę samochodem. Do tej pory miałam inny telefon komórkowy, który leżał gdzieś "pod ręką", a gdy zadzwonił, to trzeba było zatrzymać się gdzieś, albo zadzwonić później.
Niedawno mąż kupił mi nową komórkę z aparatem i zestawem słuchawkowym.
Teraz telefon kładę w pojemniku na napoje, a kabelek przypinam w okolicy ramienia.
Gdy zadzwoni telefon, wystarczy tylko włożyć słuchawkę do ucha i bez przerywania jazdy, bez rozpraszania, odebrać rozmowę.
Jednak takie umieszczanie telefonu nie jest do końca wygodne i kabelek pałęta się w okolicy dźwigni zmiany biegów.

Pomyślałam, że zrobię taką zawieszkę do powieszenia na szyi.
Coś w stylu smyczy na klucze.
Jak pomyślałam - tak zrobiłam.
Oto mój osobisty patent w kilku migawkach.

1. Początek - musi być pęknięcie na wtyczkę




2. Okienka na klawiaturę są potrzebne, gdyby zaszła konieczność skorzystania z nich (na postoju lub na spacerze).


3. Okienko na joystik też jest bardzo potrzebne.


4. W tylnej ściance nieodzowne jest okienko na oczko obiektywu.


5. Etui w pełnej krasie - tadaaaam!


To zrobiłam w wolnej chwili smażąc dżem z borówki amerykańskiej, którą mam w ogródku w ilości krzewów - sztuk 2.
Z 1,5 kg owoców  + 0,5 kg cukru, wyszło mi 5,5 słoiczka (300-gramowego) dżemiku.
Smakowitego dżemiku, ponieważ zawartość z pół słoiczka została skonsumowana w ramach smakowania.

poniedziałek, 28 sierpnia 2006

Tydzień dżemowy

Miniony tydzień minął pod hasłem "Dżemy wszelakie".
Koleżanka stwierdziła, że sama tylu owoców nie przerobi i zaproponowała, abym brała owoce ze wszystkich drzew - ile zechcę.
Najpierw zrobiłam dżem jabłkowy z papierówek.

Zaraz po nich trzeba było zająć się śliwkami, gdyż osy rozpanoszyły się i pewnie nie zostawiłyby dla nas ani grama. Na półce z dżemami pojawiły się słoiczki z przetworzonymi śliwkami typu renkloda.

Następnie przez kilka dni przetwarzałam śliwki węgierki na powidła. Wyszły wspaniałe.

Dziś zakończyłam robienie dżemu jabłkowo-gruszkowego.
To był eksperyment, który robiłam z pewnym zaciekawieniem, co z tego wyniknie. Nigdy nie jadłam dżemu w składzie, którego były jabłka i gruszki.

Udało się i nawet jest toto smaczne.
Smak gruszki przeważa, ale jest złamany smakiem jabłkowym.
Ponieważ była to próba, przygotowałam niewielkie ilości owoców.
Dżemu wyszło 4 słoiczki 300 gramowe.

Podaję przepis i zachęcam do wykonania tego oryginalnego dżemu.
Ponieważ robiłam go z jabłek papierówek i gruszek klapsa - takie właśnie owoce podaję w przepisie.

Dżem jabłkowo-gruszkowy
Składniki:
1 kg jabłek (papierówki) - obranych i pozbawionych gniazd nasiennych,
1 kg gruszek (klapsa) - obranych i pozbawionych gniazd nasiennych,
1/2 szklanki wody,
4 łyżki cukru.

Wykonanie:
Jabłka zetrzeć na grubej tarce. Gruszki pokroić w drobne cząstki. Wrzucić rozdrobnione owoce do emaliowanego garnka, wlać wodę  i doprowadzić do zagotowania. Odparowywać ok. 1 godz. na najmniejszym ogniu, mieszając od czasu do czasu. Po czym odstawić do wystudzenia. Następnego dnia mocno rozgrzać, wsypać cukier (można użyć więcej cukru, jeśli ktoś tak lubi). Doprowadzić dżem do wysokiej temperatury, aby cukier rozpuścił się i przez chwilę tak podgrzewać, często mieszając.
Gorący dżem nakładać do słoiczków. Zapełnione słoiczki zakręcić, przykryć ręczniczkiem i pozwolić powoli ostygnąć.
Smacznego!!!
Jutro idę na działkę pozrywać aronie i będę robić dżem aroniowo-jabłkowy według przepisu, który już kiedyś zamieściłam.

wtorek, 22 sierpnia 2006

Króciutki odpoczynek

Miałam tydzień relaksu - odwiedziny u rodzinki.

Wzięłam ze sobą robótkę, ale nie było chwilki, aby się nią zająć.
Po powrocie wzięłam się ostro do dzieła, ale jakoś mi nie idzie; ciągle coś mi nie pasuje.
Postanowiłam odstawić na krótko robótkę szydełkową, żeby się całkowicie nie zniechęcić.
Po prostu wyprowadziła mnie ona z równowagi. Wspominałam już, że robię z nici bardzo uciążliwych. Mam nadzieję, że poczekacie cierpliwie. Na pewno do niej wrócę, a po skończeniu pochwalę się efektami.

Tymczasem, robiąc porządki w szafie, dokonałam odkrycia.
Na półce z materiałami do szycia, znalazłam kilka krzyżykowych drobiazgów wymagających wykończenia.
Sama nie wiem, dlaczego je położyłam tu, a nie do pudła z robótkami "w toku".

Zapomniane robótki przeleżały parę lat, ponieważ jakoś nie miałam ochoty na szycie i materiały "sobie leżały",  a razem z nimi niedokończone robótki.
Między innymi był taki obrazek.


Do ukończenia brakowało tylko wyszyć kilka żółtych kwiatków.
Nastąpił więc ciąg dalszy krzyżykowania.
Nie wiem dlaczego w takim stanie pozostawiłam robótkę, nie pamiętam...
Teraz obrazek wymaga już tylko oprawy.

Pamiętam jak przerysowywałam kolorowe krzyżyki na papier kratkowany.
Wzorek był z gazety - nie pamiętam z jakiej, ale na pewno z pożyczonej.

Dziś chyba nikt już nie bawi się w rysowanie krzyżyków na papierze.
Teraz jest technika - komputer, skaner, drukarka, programy do przetwarzania obrazków na schematy krzyżykowe, itp., itd.
Efekty końcowe w postaci wyszytych obrazków, są jednak takie jak dawniej.

niedziela, 13 sierpnia 2006

Ona tak szybko wyszywa, a ja...

Moja znajoma haftuje krzyżykami takie malutkie cudeńka.
W rozmowie wypłynęło, że takie wyhaftowanie takich miniaturek zajmuje jej czas od pół godziny do dwóch godzin.

Pamiętam, że kiedyś częściej krzyżykowałam, ale nie na kanwach tylko na szarym płótnie.  Także robiłam to szybko, ale krzyżyki były większe. Trzeba było liczyć nitki i łatwo można było się pogubić.
Kanwy pojawiły się w moich robótkach w dopiero ostatnich latach.

Wracając do rozmowy ze znajomą.
Zaciekawiło mnie, że Ona robi tak szybko, takimi maluśkimi krzyżyczkami.
Zapytałam, czy może mi dać jeden z wyszytych wzorków.
Postanowiłam sprawdzić, ile czasu mi zajmie wyszycie obrazka, który Jej zajął 2 godz.
Znajoma zgodziła się. Zaopatrzyła mnie nawet w kawałeczek kanwy, z której Ona korzysta oraz nici odpowiedniego (do opisu) koloru.

Wyszyłam taki oto obrazeczek.


Zajęło mi to 3 godziny z przerwą na zaparzenie kawy.
Obrazek ma wielkość 6x5,5 cm, a na 1 cm przypada 5 krzyżyków.

Doszłam do wniosku, że moje ręce bardziej nadają się do robótek na drutach i szydełkiem, niż do wyszywania takich drobniutkich krzyżyków - na czas. Poza tym moje oczy nie przywykły do takich maluśkich krzyżyków.
Podobają mi się takie miniaturki, więc nie wykreślę ich z moich robótek, ale nie będą one na pierwszym miejscu, które (u mnie) przysługuje drutom.

czwartek, 27 lipca 2006

Jak suszone figi...pomidory



Kiedyś, gdy jeszcze nie chodziłam do szkoły, najczęściej przesiadywałam u Babci w kuchni.
Babcia robiła bardzo smaczne przetwory, a ja zawsze musiałam spróbować, czy dobrze wyszło i jest smaczne, szczególnie dotyczyło to dżemów i powideł.

Szkoda, że nie spisywałam, w jaki sposób Babcia przygotowywała moje ulubione słodkości.
Teraz jest już za późno.
Pozostał mi w pamięci widok Babci krzątającej się przy robieniu przetworów oraz smak i tym kieruję się przede wszystkim przy odtwarzaniu tychże smakowitości.

Na prośbę, podaję dziś przepis na dżem z... zielonych pomidorów.

Do przyrządzenia tego dżemu z powodzeniem można wykorzystać pomidory, z końca sezonu - te, które nie zdążyły dojrzeć.
Babcia wykorzystywała niedojrzałe pomidory, ścięte pierwszym przymrozkiem - mówiła, że te są najlepsze, ale ja nie czekam do przymrozków.

Dżem z pomidorów smakuje jak... suszone figi (mniammm). Jest on dość słodki, więc można spróbować zmniejszyć ilość cukru, jeśli ktoś woli dżemy mniej słodzone.

Muszę odwiedzić koleżankę, ona zwykle obdarowuje mnie zielonymi pomidorami, a ja jej podrzucam 2-3 słoiczki dżemu. Ot taka wymiana towaru.

Dżem z niedojrzałych pomidorów.
5kg pomidorów zielonych
3 szklanki wody (ok. 0,6l)
3 kg cukru

Niedojrzałe, lekko zbielałe pomi­dory sparzyć, a następnie przelać zimną wodą i obrać ze skórki. Pokroić w cząstki i jeśli ktoś nie lubi pestek może je usunąć.
Cukier rozpuścić w gorącej wodzie. Do przygotowanego syropu włożyć pomidory i odparowywać (kilka razy) do zgęstnienia. Po każdym odparowaniu pozwolić masie ostygnąć.
Można więc odparowywanie wykonywać przez kolejne dni.
Masa powinna uzyskać taką konsystencję, że przeciągnięcie drewnianej łyżki pozostawia wyraźny ślad, który bardzo powoli zlewa się.
Gotowy, gorący dżem przełożyć do słoiczków, które po zamknięciu przykryć ręcznikiem i pozostawić do wystygnięcia.
Smacznego!!! 

niedziela, 16 lipca 2006

Taka sobie wycieczka... bez celu



Dziś pojechaliśmy przed siebie. Tak po prostu... bez celu.
Czasami lubimy takie wypady... bez celu

Ustaliliśmy, że przejeżdżamy przez 3 skrzyżowania; na pierwszym skręcamy w prawo, na kolejnym w lewo i znów w prawo.
Po skręcie w prawo (na trzecim skrzyżowaniu), zdecydowaliśmy, że jedziemy prosto przez ok. 20 km. Następnie, na napotkanym skrzyżowaniu, skręcamy w lewo, po ok. 10 km ponownie w prawo i jedziemy jeszcze ok. 20 km.

W ten sposób dotarliśmy do miasteczka położonego w dolinie.
Ze wzniesienia drogi, którą zjeżdża się w dolinę, roztacza się piękny widok na jezioro wtapiające się w miasteczko.
Zaparkowaliśmy samochód w okolicy jeziora i dalej poszliśmy pieszo.
Uliczką biegnącą wzdłuż brzegu dotarliśmy do skwerku z ławkami.
Okazało się, że jest tu także mały pomost, z którego można (z bliska) pogapić się na łabędzie, kaczki, inne ptactwo.
Stojąc na pomoście upajaliśmy się widokiem jeziora otoczonego lasami, z których wyłaniały się (tu i ówdzie) kolorowe zabudowania przystani ze sprzętem pływającym.

Oto kilka fotek znad jeziorka i to, co usłyszałam od "ptaszków".

... tu jest nasza stołówka - ludzie rzucają nam smakowite okruchy...


... popatrzcie na moje maleństwa - prawda, że nie są to brzydkie kaczątka?...


...moje maleństwa też są śliczne - później przypłyniemy przywitać się; teraz musimy poznać okolicę...


...prawda, że jestem piękny?...


...troszeczkę odpocznę od "wiosłowania" i podsuszę piórka, ale nóżki pozostawię w wodzie...


...a ja pofruwam nieco - z góry lepiej widać, co w wodzie pływa...


...szybko! wracamy do stołówki! rzucili świeżą przekąskę!!!...


Dzień był idealny na taki wypad. Ani za zimno, ani za gorąco.
Oprócz spacerów nad jeziorem, powędrowaliśmy w poszukiwaniu innych ciekawych miejsc.
W miasteczku z jeziorkiem spędziliśmy bardzo miłe popołudnie.

piątek, 14 lipca 2006

Uff... nareszcie...

Wczorajszego wieczoru...
Najpierw przyszły chmury, trochę zagrzmiało, błysnęło, pokropiło "jak od niechcenia" i... poszło - gdzieś na północny wschód.


Nadeszły inne chmury bez opadu i poszły w innym kierunku.
Dopiero koło północy się zaczęło.
Bardzo boję się burzy, szczególnie w nocy.
Póki błyski i grzmoty były daleko - byłam odważna i udało mi się zrobić fotkę błyskawicy.


Tylko jedną fotkę zrobiłam, bo potem już schowałam się pod "coś tam", żeby nie widzieć,  nie słyszeć i żeby burza mnie nie widziała.
Niestety, czułam drżenia po każdym większym wyładowaniu, a serce waliło mi tak, jakby chciało uciec w jakieś jeszcze bardziej odizolowane miejsce.
Nocna burza trwała do ok. godz. 3, ale za to teraz jest czym oddychać i jest przyjemniej.
Nockę miałam więc "z głowy".
Dziś będę snuć się jak własny cień, bo o spaniu za dnia nie ma mowy. Jakoś to przeżyję.

wtorek, 11 lipca 2006

Taka mała chmurka

Wczoraj pojawiło się parę chmurek, ale nie były one z tych deszczowych.


Niemniej były chwile, co ja mówię - chwileńki wytchnienia od słońca.
Uchwyciłam moment, gdy słońce schowało się za jedną z takich mini chmurek i później, gdy przeglądałam zdjęcia w komputerze zwróciłam uwagę na jej kształt.
Przypomina mi delfinka, który czymś się bawi.


Powiał także lekki, leciutki zefirek. 
Wiaterku nie zdołałam uchwycić aparatem, bo był naprawdę tak słabiutki, że listki prawie nie ruszały się.

Dziś późnym popołudniem, nadciągała duuuuża ciemna chmura.
Już myślałam, że coś z niej spadnie, a ona zrobiła tak: popatrzyła tu i tam, rozdzieliła się na dwie części, z których jedna poszła na północny wschód, a druga na południe.
Nam znów zaświeciło słońce.

Ewcia przypomniała mi o moim sposobie zaklinania deszczu.
W taki upał skleroza wzięła górę!
Ten sposób - to mycie okien!
Jutro rano myję wszystkie po przeciwnej stronie słońca, później przejdę na stronę wschodnią.

Tymczasem ten oto zaklinacz, niech trochę popracuje - dla wszystkich.

sobota, 8 lipca 2006

Prośba o deszcz i miła niespodzianka

Czy ktoś zna jakieś zaklęcia sprowadzające deszcz, byle nie burze, bo tych się boję.
A może ktoś zna jakiegoś zaklinacza deszczu?
Ja, która przepadam za ciepełkiem, mam dość gorąca i duchoty.
Nie mam ochoty robótkować, nie mam ochoty czytać, nie mam ochoty myśleć, nie mam ochoty pisać.
Potrzebuję lekkiego schłodzenia powietrza i trochę deszczu nawilżającego powietrze.
Tak jak dziś ja, najprawdopodobniej czują się ryby w przegrzanej, niedotlenionej wodzie.
Proszę o deszcz, o deszczu krople - dla nas, dla roślin, dla zwierzaków i dla wszelkiego stworzenia.


W związku z brakiem zaklinaczy deszczu w zasięgu wzroku Eli, otrzymałam od niej coś, co pozwoli mi schronić się przed promieniami palącego słońca. 
Dziękuję Elu za niespodziankę - kolorową parasolkę.


Gdybyś znalazła jeszcze coś, co może ochronić przed dusznym powietrzem, byłoby wspaniale.
Wtedy mogłabym cierpliwie poczekać na deszcz.