piątek, 14 lipca 2006

Uff... nareszcie...

Wczorajszego wieczoru...
Najpierw przyszły chmury, trochę zagrzmiało, błysnęło, pokropiło "jak od niechcenia" i... poszło - gdzieś na północny wschód.


Nadeszły inne chmury bez opadu i poszły w innym kierunku.
Dopiero koło północy się zaczęło.
Bardzo boję się burzy, szczególnie w nocy.
Póki błyski i grzmoty były daleko - byłam odważna i udało mi się zrobić fotkę błyskawicy.


Tylko jedną fotkę zrobiłam, bo potem już schowałam się pod "coś tam", żeby nie widzieć,  nie słyszeć i żeby burza mnie nie widziała.
Niestety, czułam drżenia po każdym większym wyładowaniu, a serce waliło mi tak, jakby chciało uciec w jakieś jeszcze bardziej odizolowane miejsce.
Nocna burza trwała do ok. godz. 3, ale za to teraz jest czym oddychać i jest przyjemniej.
Nockę miałam więc "z głowy".
Dziś będę snuć się jak własny cień, bo o spaniu za dnia nie ma mowy. Jakoś to przeżyję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz