wtorek, 12 września 2006

Tydzień calkiem zwariowany

Miałam taki zakręcony tydzień, że nim się obejrzałam - czas gdzieś mi uciekł.
Nie wiem tak do końca, czy ten czas dobrze spożytkowałam, czy po prostu przetrwoniłam.

Miałam dwa wyjazdy, z których jeden to był smutny obowiązek.
Drugi wyjazd łączył się z przyjemnymi odwiedzinami nowego, maluśkiego życia.
Pozostałe dni upłynęły na przetwarzaniu tego, co jeszcze pozostało do przetworzenia oraz na "łapaniu" pogody odpowiedniej do wykonania późnoletnich albo inaczej wczesnojesiennych prac ogrodowych.

Wieczory były oczywiście robótkowe, bo inaczej być nie może.
Robótka, na którą uparłam się, idzie w ślimaczym tempie - mogę ją robić tylko i wyłącznie przy dobrym świetle dziennym. Zrobię ją na pewno, choć ze sporym opóźnieniem.
W związku z tym, przy świetle sztucznym, zrobiłam "łapki" do chwytania gorących garnków.


Wykonałam dwie jednakowe - w ukośne paski oraz jedną ośmiokątną. 


Ostatnia - sześciokątna - jest na ukończeniu.


Dwie z wykonanych "łapek" przejdą w inne ręce, ponieważ kolorystyka kuchni obdarowanej osoby jest podobna do mojej.
Mam zamiar wykonać jeszcze dwie "łapki" w innej kolorystyce, odpowiedniej do kuchni kolejnej obdarowanej osoby.

Jednak dzisiejszy wieczór (rocznica ślubu) poświęcam mężowi i wspomnieniom tego dnia sprzed (...) lat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz