niedziela, 13 sierpnia 2006

Ona tak szybko wyszywa, a ja...

Moja znajoma haftuje krzyżykami takie malutkie cudeńka.
W rozmowie wypłynęło, że takie wyhaftowanie takich miniaturek zajmuje jej czas od pół godziny do dwóch godzin.

Pamiętam, że kiedyś częściej krzyżykowałam, ale nie na kanwach tylko na szarym płótnie.  Także robiłam to szybko, ale krzyżyki były większe. Trzeba było liczyć nitki i łatwo można było się pogubić.
Kanwy pojawiły się w moich robótkach w dopiero ostatnich latach.

Wracając do rozmowy ze znajomą.
Zaciekawiło mnie, że Ona robi tak szybko, takimi maluśkimi krzyżyczkami.
Zapytałam, czy może mi dać jeden z wyszytych wzorków.
Postanowiłam sprawdzić, ile czasu mi zajmie wyszycie obrazka, który Jej zajął 2 godz.
Znajoma zgodziła się. Zaopatrzyła mnie nawet w kawałeczek kanwy, z której Ona korzysta oraz nici odpowiedniego (do opisu) koloru.

Wyszyłam taki oto obrazeczek.


Zajęło mi to 3 godziny z przerwą na zaparzenie kawy.
Obrazek ma wielkość 6x5,5 cm, a na 1 cm przypada 5 krzyżyków.

Doszłam do wniosku, że moje ręce bardziej nadają się do robótek na drutach i szydełkiem, niż do wyszywania takich drobniutkich krzyżyków - na czas. Poza tym moje oczy nie przywykły do takich maluśkich krzyżyków.
Podobają mi się takie miniaturki, więc nie wykreślę ich z moich robótek, ale nie będą one na pierwszym miejscu, które (u mnie) przysługuje drutom.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz