poniedziałek, 8 maja 2006

Ile kosztują...

Szlachetne... ręce, ile kosztują, ten tylko wie, kto miał z nimi problem.

Ciężko robić cokolwiek jedną ręką, gdy zawsze robiło się to obiema.
Już powoli zaczynam robić trudniejsze rzeczy z wykorzystaniem lewej ręki. Dziś przymierzam się do robótek na drutach. Powoli skończę sweter, chociaż pewnie do jesieni mąż go już nie założy. Nie szkodzi - sweter cierpliwie poczeka na półce.

W sobotę popracowałam trochę w ogródku. Pogryzły mnie takie malutkie żarłoki - meszki - to takie muszki, po ukąszeniu których na skórze pojawiają się czerwone  i okropnie swędzące placki.
Wczoraj byli goście, posiedzieliśmy tylko chwilę na łonie natury, bo musieliśmy uciekać do domu. Te kąsające maluchy były bardzo napastliwe. Dziś od rana w dalszym ciągu walczę ze śladami po ukąszeniach i zdecydowałam, że na działkę nie pójdę przez parę dni.

Jestem trochę zła, że nie zdążyłam przerobić (odnowić) skalniaków przed wylęgiem tych wampirków. Skalniakowe roślinki ruszają z wegetacją i muszę zdążyć z ich odmłodzeniem (nowym nasadzeniem) zanim rozwiną się na dobre. Skalniaki (mam ich dwa) są w nie najlepszej kondycji i nawet fotki nie zamieszczę, bo przykro patrzeć.
Coś wymyślę, aby zrobić to, co zaplanowałam i jednocześnie uchronić się przed meszkami.
Jestem ogromnie ciekawa, czy meszki wszędzie dają się we znaki i jak sobie można z nimi poradzić?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz