poniedziałek, 1 grudnia 2008

Zaplanowane... wykonane

W sobotę zostały wykonane ostatnie prace w ogródku.
Gdy wyruszaliśmy na działkę, było sucho i bezwietrznie czyli całkiem przyjemnie.

Przycięłam róże, a mąż usypał kopczyki.
Pod koniec pracy zaczęło coś spadać z nieba.
Najpierw takie coś białe, drobne jak kaszka, później doszły przezroczyste krople i zrobiło się mniej przyjemnie.
Nie zdążyłam ściąć suchych badylków po ostatnich, przekwitniętych kwiatach, ale to mogę zrobić wtedy, gdy nie będzie padać.
Teraz będziemy odwiedzać ogródek po to, aby dokarmiać ptaszki.

Pstryknęłam parę fotek - znak zakończonego sezonu działkowego.

Usypany niewielki kopczyk jest wynikiem doświadczeń poprzednich lat.
Jest on wystarczający, ponieważ u nas nie ma wielkich mrozów.
Widać ślady przyprószenia białą substancją, która na początku spadała z nieba.
Rurki stanowiące część podpórek dla róż zostały trochę nadgryzione przez rdzę, ale mąż zaradzi temu wczesną wiosną i znów będą one w dobrej kondycji.
W narożniku fotki widać przekwitający pierwiosnek - na ironię?



Chwilkę po przyprószeniu białymi drobinkami, z nieba zaczęły spadać krople deszczu.
Część z nich zawisła na gałązkach niczym perełki.



Zawsze staram się zwlekać z przycinaniem róż, aby mogły kwitnąć jak najdłużej i cieszyć swym widokiem, gdy wpadamy na działkę wykonać jakieś jesienne prace.
Wśród kwitnących były jeszcze róże czerwone, ale różowe były w lepszej kondycji, dlatego postanowiłam wziąć je do domu.



W domu, w innej scenerii i przy innym świetle, różowe róże wyglądają inaczej, ale nadal są piękne.
Pod wazonikiem znajduje się frywolitkowa serwetka, którą wykonała Ewcia116.
Jest to kolejna okazja, by przedstawić autorkę niespodzianki, którą kiedyś otrzymałam.
Ewcia pewnie już zapomniała o serwetce, a ja jeszcze raz (przy tej okazji) dziękuję za ten śliczny, pracochłonny drobiazg.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz