Czwartym elementem metryczki jest kalendarz, który jako jedyny zawiera część
informacji - ROK 2010 - to jedyna informacja liczbowa, jaką znam na dzień
dzisiejszy.
Inną znaną mi informacją jest kolor i widać go na wadze :)))
Właściwie powinnam zacząć wyszywanie od kalendarza, ale tak jakoś wyszło, że
zaczęłam od dołu, gdzie umieszczona jest miarka.
Tak wygląda wyszywanka w tej chwili, ale to jeszcze nie koniec, ponieważ trzeba
jeszcze dodać kontury.
Mam też w planie jakąś otoczkę wykonać, ale sprawa metryczki zostaje na
chwilę przerwana, bo obiecałam zrobić niespodzianki, a to mi zajmie odrobinę
czasu.
Poza tym zaczęłam wyszywać serię jednokolorową.
Moje robótki - blog o wyszywaniu, szydełkowaniu, papierowej wiklinie, kartkach okolicznościowych oraz o ogródku i urokach natury.
środa, 23 czerwca 2010
środa, 9 czerwca 2010
Element nr 3 metryczki
Oto on.
To, co widać na fotce jest jednocześnie odpowiedzią na szybką zgadywankę, w którym zadałam pytanie: Jaki będzie następny element?
Odpowiedzi było kilka, ale tylko jedna prawidłowa.
Autorką dobrej odpowiedzi jest Aneladgam - gratuluję trafności.
To się nazywa mieć nosa - czwartym elementem, który aktualnie wyszywam jest kalendarz.
Taki element także proponowała Aneladgam, ale musiała dokonać wyboru - postawiła na wagę... i słusznie :)))
Ponieważ pomysł na zabawę zgadywankę wpadł mi do głowy w trakcie pisania notki, więc dopiero teraz pomyślę o niespodziance.
*****
UWAGA!!!
Ponieważ wraz z temperaturą powietrza, moje "łapki" nabierają życia, więc będą mogły zrobić trochę więcej - nie tylko zaplanowane rzeczy, ale także coś dodatkowego, czego nie mogłam zrobić wcześniej - z różnych powodów.
W związku z tym, bardzo proszę wszystkie Uczestniczki powyższej zgadywanki oraz wszystkie Uczestniczki dużej zabawy "Zając w porcelanie" o przysłanie mailem swoich namiarów - oprócz tych, które nam z wcześniejszych zabaw.
Pewnego dnia, nieoczekiwanie, dotrze do Was niespodzianka :)))
Czekam do końca czerwca 2010, a w przypadku braku namiarów będzie dla mnie jasne, że dana osoba nie ma ochoty na niespodziankę ode mnie.
To, co widać na fotce jest jednocześnie odpowiedzią na szybką zgadywankę, w którym zadałam pytanie: Jaki będzie następny element?
Odpowiedzi było kilka, ale tylko jedna prawidłowa.
Autorką dobrej odpowiedzi jest Aneladgam - gratuluję trafności.
To się nazywa mieć nosa - czwartym elementem, który aktualnie wyszywam jest kalendarz.
Taki element także proponowała Aneladgam, ale musiała dokonać wyboru - postawiła na wagę... i słusznie :)))
Ponieważ pomysł na zabawę zgadywankę wpadł mi do głowy w trakcie pisania notki, więc dopiero teraz pomyślę o niespodziance.
*****
UWAGA!!!
Ponieważ wraz z temperaturą powietrza, moje "łapki" nabierają życia, więc będą mogły zrobić trochę więcej - nie tylko zaplanowane rzeczy, ale także coś dodatkowego, czego nie mogłam zrobić wcześniej - z różnych powodów.
W związku z tym, bardzo proszę wszystkie Uczestniczki powyższej zgadywanki oraz wszystkie Uczestniczki dużej zabawy "Zając w porcelanie" o przysłanie mailem swoich namiarów - oprócz tych, które nam z wcześniejszych zabaw.
Pewnego dnia, nieoczekiwanie, dotrze do Was niespodzianka :)))
Czekam do końca czerwca 2010, a w przypadku braku namiarów będzie dla mnie jasne, że dana osoba nie ma ochoty na niespodziankę ode mnie.
czwartek, 3 czerwca 2010
Drugi element metryczki i pytanie
Pojawił się drugi element w wyszywanej metryczce.
Jest to coś, co wskaże godzinę pojawienia się maluszka, dla którego metryczka jest przeznaczona.
Może szybka zgadywanka - Jaki będzie następny element?
Kto zgadnie?
Na odpowiedzi (w komentarzach) czekam do 08.06.2010.
Jest to coś, co wskaże godzinę pojawienia się maluszka, dla którego metryczka jest przeznaczona.
Może szybka zgadywanka - Jaki będzie następny element?
Kto zgadnie?
Na odpowiedzi (w komentarzach) czekam do 08.06.2010.
poniedziałek, 31 maja 2010
Czy jest coś bardziej złośliwego?...
Chyba nie ma nic bardziej złośliwego, niż złośliwość rzeczy martwych.
Ale, od początku...
W sobotę u mnie był piękny dzień - było dość ciepło, świeciło słoneczko i nogi same niosły do ogródka, w którym przez ostatnie pochmurne dni nic nie robiłam, a zielsko rozpanoszyło się na całej linii.
Pracowało się przyjemnie - dla rąk taki inny rodzaj czynności, to dobra gimnastyka w sprzyjających warunkach.
Długo jednak nie popracowałam, ponieważ umówiona byłam na rozmowę telefoniczną na określoną godzinę popołudniową z kimś z bardzo daleka.
Zakończyłam więc pracę i wróciłam do domu.
Zrobiłam sobie kawkę i czekając na dźwięk telefonu włączyłam komputer.
Nie będę pisać szczegółów, bo długo by pisać.
Okazało się, że komputer nie chciał połączyć się z Internetem.
Po sprawdzeniu wszystkich kabelków podjęłam próbę łączenia i... NIC.
Sprawdziłam telefon i... wyszło szydło z worka - telefon był głuchy.
Można sobie wyobrazić moją wściekłość, że musiało się coś popsuć akurat w tym momencie, gdy ja czekałam na umówioną rozmowę.
Oczywiście natychmiast zostało to zgłoszone w odpowiednim miejscu, gdzie poinformowano mnie, że zgłoszenie zostało przyjęte do realizacji.
Uff!
Długo nie czekałam na naprawę, bo w niedzielę przed południem wszystko działało już bez zarzutu i działa do dziś.
Mogłam zatem napisać maila umawiając się na ponowne połączenie.
Wszystko dobre, co się dobrze kończy...
Tym razem połączenie nastąpiło bez przeszkód i pogaduliłyśmy sobie przy kawce godzin kilka - było całkiem sympatycznie.
Niedługo będziemy mogły znów poszeptać do słuchawki.
*****
Rzeczy martwe dają się "przekonać" do poprawnego działania (albo się z nimi rozstajemy), gorzej jest z przyrodą - ciągle pada...
Ale, od początku...
W sobotę u mnie był piękny dzień - było dość ciepło, świeciło słoneczko i nogi same niosły do ogródka, w którym przez ostatnie pochmurne dni nic nie robiłam, a zielsko rozpanoszyło się na całej linii.
Pracowało się przyjemnie - dla rąk taki inny rodzaj czynności, to dobra gimnastyka w sprzyjających warunkach.
Długo jednak nie popracowałam, ponieważ umówiona byłam na rozmowę telefoniczną na określoną godzinę popołudniową z kimś z bardzo daleka.
Zakończyłam więc pracę i wróciłam do domu.
Zrobiłam sobie kawkę i czekając na dźwięk telefonu włączyłam komputer.
Nie będę pisać szczegółów, bo długo by pisać.
Okazało się, że komputer nie chciał połączyć się z Internetem.
Po sprawdzeniu wszystkich kabelków podjęłam próbę łączenia i... NIC.
Sprawdziłam telefon i... wyszło szydło z worka - telefon był głuchy.
Można sobie wyobrazić moją wściekłość, że musiało się coś popsuć akurat w tym momencie, gdy ja czekałam na umówioną rozmowę.
Oczywiście natychmiast zostało to zgłoszone w odpowiednim miejscu, gdzie poinformowano mnie, że zgłoszenie zostało przyjęte do realizacji.
Uff!
Długo nie czekałam na naprawę, bo w niedzielę przed południem wszystko działało już bez zarzutu i działa do dziś.
Mogłam zatem napisać maila umawiając się na ponowne połączenie.
Wszystko dobre, co się dobrze kończy...
Tym razem połączenie nastąpiło bez przeszkód i pogaduliłyśmy sobie przy kawce godzin kilka - było całkiem sympatycznie.
Niedługo będziemy mogły znów poszeptać do słuchawki.
*****
Rzeczy martwe dają się "przekonać" do poprawnego działania (albo się z nimi rozstajemy), gorzej jest z przyrodą - ciągle pada...
piątek, 28 maja 2010
Na początku i na końcu
W momencie, gdy włączyłam komputer, za oknem zrobiło się ciemno i rozpadało
się.
Przez moment myślałam, że będzie burza, ale udało się - nie burzyło.
Gdy chmura poszła sobie dalej, zaświeciło słoneczko, ale deszcz padał dalej.
Pomyślałam: pewnie pojawi się tęcza i... miałam rację.
To zobaczyłam z okna.
Mój dom (blok) znalazł się na jej końcu, ale nie poszłam szukać garnca.
Właściwie, to nie miało być o tęczy, ale tak wyszło - na gorąco.
Jak pisałam, w chwilach, gdy tylko ręce mogą coś robótkować, chwytam za druty lub igłę.
Robię powoli i z duuużymi przerwami, więc małe fragmenty zajmują mi dwa trzy dni, podczas gdy komuś zajęłoby to chwilkę.
O tym, co na drutach piszę w Moich, splocikowych oczkach.
Natomiast to, co zaczęłam robić igiełką, to metryczka.
Jestem na początku.
Mam sporo czasu, ale już zaczynam, żeby później nie spieszyć się.
Pojawił się pierwszy element i jak każdy następny, nie będzie zawierał danych dopóki nie zostaną ujawnione.
Zaczęłam wyszywać element drugi, ale pokażę go, gdy będzie cały.
*****
Dziękuję za odwiedziny i ciepłe komentarze z życzeniami.
Przez moment myślałam, że będzie burza, ale udało się - nie burzyło.
Gdy chmura poszła sobie dalej, zaświeciło słoneczko, ale deszcz padał dalej.
Pomyślałam: pewnie pojawi się tęcza i... miałam rację.
To zobaczyłam z okna.
Mój dom (blok) znalazł się na jej końcu, ale nie poszłam szukać garnca.
Właściwie, to nie miało być o tęczy, ale tak wyszło - na gorąco.
Jak pisałam, w chwilach, gdy tylko ręce mogą coś robótkować, chwytam za druty lub igłę.
Robię powoli i z duuużymi przerwami, więc małe fragmenty zajmują mi dwa trzy dni, podczas gdy komuś zajęłoby to chwilkę.
O tym, co na drutach piszę w Moich, splocikowych oczkach.
Natomiast to, co zaczęłam robić igiełką, to metryczka.
Jestem na początku.
Mam sporo czasu, ale już zaczynam, żeby później nie spieszyć się.
Pojawił się pierwszy element i jak każdy następny, nie będzie zawierał danych dopóki nie zostaną ujawnione.
Zaczęłam wyszywać element drugi, ale pokażę go, gdy będzie cały.
*****
Dziękuję za odwiedziny i ciepłe komentarze z życzeniami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





