wtorek, 14 września 2010

Gdy mniej błękitnego nieba...

Dni robią się szarobure i zaczyna brakować błękitnego nieba - nie licząc pojedynczych dni jakie ostatnio przytrafiły się.
Wróciłam więc do wyszywania w odcieniach błękitu.
Wyszycie tych obrazeczków planowałam jeszcze w zeszłym roku.
Nawet zaczęłam wyszywać, ale tak się jakoś poplątało, że plany przesunęły się na teraz.

Na fotce jest to, co czekało ponad rok na kontynuację.



Będzie to seria obrazków, którą nazwę "Odcień błękitu".

Obrazek długo czekał, ale doczekał się i teraz jestem na etapie wyszywania odcieniem najjaśniejszym.
Trudno wyszywa się takim jaśniutkim błękitem prawie białym, bo w szarobury dzień zlewa się on z bielą kanwy.
Muszę przyjąć inną zasadę - odcień najjaśniejszy wyszywać przy (w miarę) dobrym świetle dziennym, a nie w porze zmierzchu.
O zmierzchu i wieczorem mogę zająć się jedynie robótkami na drutach - wszelkie wyszywanie i szycie (nawet maszynowe) odpada.



Gdy skończę wyszywać bladym odcieniem błękitu (pewnie jutro), to zostaną do wykonania kontury.

Mam sporo robótek do skończenia, jak choćby ostatnio wyszytą lawendę z serii wiktoriańskiej.
Nie mogę znaleźć spokojnej chwili, by tymi robótkami zająć się.
Jednak wszystko jest na dobrej drodze, by tych spokojnych chwil było więcej, ale póki co, muszę wszystko, co wymaga wykończenia ustawić w szeregu, a gdy te chwile nastaną, konsekwentnie realizować plan.

Jak widać po niebieskim obrazku, zaczynam od robótek czekających najdłużej na swój ciąg dalszy, bądź na zakończenie.
Oby tylko to, co już mam jako tako poukładane w moim harmonogramie rzeczy do zrobienia i załatwienia, nie zostało "potasowane" przez jakieś nieoczekiwane wydarzenie.

Ostatnio robiłam na drutach kilka rzeczy dla Maluszka.
Właśnie skończony śpiworek jest już w drodze i mam nadzieję, że niespodzianka spodoba się i będzie dobrze służyć w chłodniejsze dni.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz