sobota, 12 lutego 2011

O komentarzach i odpowiedziach

Wcześniej, blogujące osoby starały się odpowiadać indywidualnie na komentarze, teraz obserwuję (u niektórych) nowy sposób odpowiedzi na komentarze.
Polega to na pisaniu pod nowym postem albo na jego początku odpowiedzi na komentarze do poprzedniej notki.
Często też spotykam ogólne podziękowanie za komentarze albo zupełny brak odpowiedzi na komentarze.

Inną sprawą są same komentarze - wejść na blogi jest sporo, a komentarzy tyle "co kot napłakał".
Wszyscy wiemy, ile energii i motywacji dają komentarze.
Wiemy, że są one milsze i cenniejsze od wszystkich obrazkowych wyróżnień, choć te także wprawią serce w szybszy rytm.


*****
Może ktoś powiedzieć, że jest mniej czasu, że nawał pracy, że pośpiech, że wykorzystywanie czytników, itp., itd.
Może to być wytłumaczeniem dla hurtowego odpowiadania na komentarze w edytowanej właśnie notce, ale czy to jest wygodniejsze?
A co z komentarzami wpisanymi daleko po czasie ukazania się notki - czy w ogóle zostają dostrzeżone?
Najbardziej martwi mnie brak reakcji na komentarze.
Czy to ma znaczyć - lubię otrzymywać komentarze, ale nie odpowiadam, bo... i tutaj są różne tłumaczenia.
Pozostawianie komentarzy bez odpowiedzi, to jak ignorowanie odwiedzających osób. To jakby mijać kogoś i nie odpowiedzieć na jego pozdrowienie.
W takiej sytuacji traci się ochotę na komentowanie gdziekolwiek.
Osobiście wolę (i u siebie przy tym pozostanę) odpowiedzi na komentarze -  w komentarzach. Wiadomo wtedy, do jakiej treści komentarza odnosi się odpowiedź.

Trochę to przykre, że jest dużo wejść (każdy na pewno obserwuje to u siebie), a tak mało komentarzy - skoro poświęca się czas, by wyświetlić daną stronę, to można poświęcić kilka sekund na komentarz - a wiemy, jak działają komentarze.
Nie mam na myśli komentarzy złośliwych - to inna sprawa.

Czasami zastanawiam się, czy to znaczy, że moje pisanie przestało być interesujące, że odwiedzający tylko sprawdzają, czy opisałam jakieś nowe rozwiązanie problemu, z którego można tak po prostu skorzystać - bez słowa.
Blog pisze się nie tylko dla siebie, ale także z myślą o innych.
Gdybym chciała pisać dla siebie, robiłabym to w zeszycie... w kratkę :)),
ale gdy dzielę się z innymi, to od innych oczekuję opinii o tym, co zobaczą/przeczytają, bo to pomaga... pisać, robić nowe rzeczy..., ale nikogo nie zmuszam.

Moje komentowanie - początkowo starałam się wpisać choćby dwa słowa, zasygnalizować swoje odwiedziny, później próbowałam robić tak, jak większość - "wejść i wyjść" bez słowa, ale źle się z tym czułam, więc zaczęłam komentować - sporadycznie.
Wyjątkiem były okresy, gdy ręce odmawiały posłuszeństwa do robótek i stukania w klawisze. Wtedy myszka pomagała tylko "podglądać", co nowego pojawiało się w blogach. 

Teraz zaczynam wprowadzać w czyn to, o czym napisałam - wyświetlam stronę i pozostawiam komentarz, chociaż co któryś raz.
Zastanawiam się nad zasadą pozostawiania komentarzy u tych, którzy pozostawiają je u mnie.
Obserwuję, że niektóre osoby już tak postępują.

Jeszcze na zakończenie - cenne zdanie, które przeczytałam w jednym z ostatnich maili:

Jak się chce, to się czas znajdzie.

To może być dobre motto...
Zgodnie z nim, mimo nawału, ba (!) nawałnicy zajęć udało mi się znaleźć czas, by napisać moje refleksje na obiecany temat.

*****

Z założenia - miało być krótko (i tak skróciłam tekst), a wyszło, jak wyszło - dużo.

Mam nadzieję, że moimi wywodami nikogo nie uraziłam, nie miałam takiego zamiaru.
Jeśli jednak ktoś poczuł się dotknięty, to serdecznie przepraszam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz