czwartek, 9 czerwca 2011

Azalia... jej uśmiech

Dwa tygodnie zleciały, jak z bicza strzelił, a mnie wydaje się, jakbym dwa dni temu poprzedni wpis wykonała.
W robótkach coś się dzieje dosłownie, bo na drutach powstaje komplecik, delfinków powoli przybywa i zaczynam się rozkręcać, tylko z pisaniem jeszcze nie mogę rozpędzić się.
Jednak nie o tym teraz chciałam napisać, ale o moim trudnym kwiatku.

Pisałam o otrzymanej azalii i o obawach z nią związanych.
Przed końcem marca azalia skończyła kwitnienie i zgubiła sporo listków.
Starałam się nią opiekować najlepiej, jak potrafiłam - według wskazówek wszelakich.
Po pewnym czasie zauważyłam, że wyrastają nowe, jasnozielone listeczki - ucieszyłam się, że jeszcze nie wszystko stracone w moim doświadczeniu z tym trudnym kwiatkiem.
Urosły listki i znów nastała cisza.

Parę dni temu zauważyłam, że na wierzchołkach gałązek są pączki.
W pierwszym momencie pomyślałam, że to nowe listki, ale dwa dni później zauważyłam, że pączki otwierają się i mają inny kolor niż zielony.


Zbliżenie na pączek kwiatowy.

Zaczęłam baczniej przyglądać się tym pączkom i wyszło, że azalia zaczyna kwitnąć - uśmiechnęła się do mnie :)))))
Pączki kwiatowe azalii są coraz większe :))))


To początek życia w nowym mieszkaniu - może uda mi się zaprzyjaźnić z azalią na dłużej? :))))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz