wtorek, 12 lipca 2011

Lawendowa sesja foto

W tym roku do ogródka zaglądam, gdy muszę, aczkolwiek coraz rzadziej muszę, a coraz częściej chcę.
Mówię, że tylko tam sprzątam, bo... gdy już tam jestem, to najczęściej po to, by usuwać przekwitnięte kwiaty, no więc, co robię? Sprzątam :))
Rzadko miałam okazję podziwiać piękne widoki kwiatków, ptaszki gniazdujące w budkach i iglakach, ale w następnym roku nie odpuszczę.

Nawet lawendy nie udało mi się uciąć w porę, gdy miała wszystkie kwiaty rozkwitnięte.
W tym roku lawenda ucierpiała od zimy i wiosennych mrozów - szczególnie od tych drugich.
Jednak udało się uzbierać na mały bukiecik, a nawet małe dwa.
Mam w ogródku lawendę o kolorze najbardziej znanym (fioletowym-lawendowym), ale mam też lawendę różową i ta miała więcej kwiatów.
Różowa lawenda kwitnie wcześniej, dlatego gdy ścinałam kwiaty, w większości były one już suche, zaś w przypadku tej pospolitej, kwiatów przekwitniętych było mniej.

Całe szczęście, że 2 dni temu, zdążyłam ściąć kwiaty przed nocną burzą i ogromną ulewą, bo następnego dnia chyba nic by z nich nie było.

Kwiaty przyniosłam do domu, włożyłam do wazonu, ale dopiero dziś mogłam pobawić się w zrobienie z nich dekoracji.

Ułożyłam bukiecik z obu lawend, opasałam liliową satyną i przewiązałam tasiemką w ciemniejszym odcieniu satyny.
 
Bukiecik włożyłam do wazonu z grubego szkła i nie mogłam oprzeć się pokusie zrobienia sesji zdjęciowej, bo z każdej strony dekoracja wygląda inaczej.
Zrobiłam sporo fotek, ale wybrałam tylko kilka.



I jeszcze kilka ujęć indywidualnych



Jeszcze widok z góry.

Widać część uschniętych, ciemnych kwiatków i wysuszone różowe.


Drugi bukiecik "zamieszkał" w normalnym wazoniku, który postawiłam na szerszej podstawce, która "zbierze" spadające, suche kwiatki.

Przy tej okazji przypomniało mi się, że mam do wykończenia kilka drobiazgów z motywami lawendy.
Ach, gdzie jest czas?
Może gdzieś w promocji jest? :)))

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza