piątek, 1 lipca 2011

Delfinki - odsłona 9

Tydzień temu, gdy pisałam o myszce, delfinków było tyle, co na fotce, ale przez ten tydzień nie postawiłam żadnego krzyżyka, bo ciągle szydełko wskakiwało mi na kolana i zazdrośnie wpychało się w rękę, by teraz nim się zajmować, skoro druty odłożone do koszyka.


Poza zazdrością szydełka, było kilka przeszkadzaczy w postaci spraw różnych - nie robótkowych, ale najważniejsze, że mam już trochę czasu na jakiekolwiek robótki.
Ponieważ mam wybór z kilku technik i plany się piętrzą, to sięgam po to, co w danym momencie jest ważniejsze, wiąże się z konkretnym terminem albo po prostu najdzie mnie na coś ochota.
Gdy ręka trochę  zmęczy się szydełkiem, to w ruch pójdzie igła z mulinką - to już sprawdzone :)))

Zatem delfinków ciąg dalszy - w najbliższej przyszłości.
Choć nie mogę już doczekać się skończonych delfinków, to nie chcę się zmuszać i przyspieszać wyszywanie, by nie zniechęcić się do obrazka, dla którego już planuję miejsce na ścianie.

Na dodatek zaczynam chcieć za dużo na raz - planuję coś zrobić, a już w głowie powstaje pomysł na zrobienie czegoś innego (nie wspominając tego, co czeka na zagospodarowanie) i tworzy się taki łańcuszek, z którego trudno wybrać tylko jedno ogniwko, a pozostałe zostawić na później.
Jednym słowem zaczynam wpadać w robótkowy młynek, bo i czasu mi zaczyna przybywać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz