niedziela, 6 marca 2016

Leniwie, ale budzi się... wiosna

Rozpoczęliśmy sezon ogródkowy.
Byliśmy wczoraj na działce i trochę wstępnych wiosennych porządków poczyniliśmy, to znaczy, usunęliśmy wszelkie suche i sterczące kwiaty późnojesienne, część niepotrzebnych gałązek też zostało przyciętych tu i ówdzie.

Trochę niepotrzebnych rzeczy trzeba było zabrać do utylizacji, bo działkowe kontenery na odpady różnego typu pojawią się dopiero w kwietniu. Dlatego, chcąc zrobić choćby częściowe porządki i to czego nie da się kompostować, trzeba najzwyczajniej zabierać do domowego śmietnika, rzecz jasna z odpowiednią selekcją.
Jednak nie o śmieciach miałam pisać, a o wiosence, która budzi się leniwienie nie tylko w moim ogródku, ale także w mijanych po drodze ogródkach sąsiadów bliższych i dalszych.

U sąsiadów jest leszczyna, której bazie pięknie powiewają na wietrze i pobłyskują w słońcu, ale ono wczoraj też bardzo się oszczędzało i było go tyci, były takie tyci przejaśnienia.

Bliżej...
Jeszcze bliżej...

A teraz to, co pojawia się w moim ogródku...

Wrzośce mają kwiatki częściowo pootwierane, jakby czekały na promyki słońca.




Cebuliczki rosną pod wiciokrzewem, którego resztki suchości jeszcze zalegały, gdy pstrykałam fotkę.



Nieśmiało pojawiają się żonkile i tulipany


W drodze na działkę spotkaliśmy skrzydlaczki...

Ganiające się sikorki trudno było namierzyć, ale jedną udało się uchwycić, gdy dosłownie na minutkę przysiadła, by zerknąć na okolicę albo odpocząć.


Odezwał się dzwoniec, więc skierowałam się w stronę tego charakterystycznego odgłosu i zobaczyłam go, gdy siedział na cienkiej gałązeczce, rozglądał się i coś tam w swoim języku pokrzykiwał.



Na jednym z mijanych drzew owocowych zobaczyłam coś takiego...
Czy wiecie, co to takiego?

Nad naszymi głowami przeleciało kilka hałaśliwych kluczy ptactwa większego, ale złośliwość rzeczy martwych odezwała się w postaci rozładowania akumulatorków w aparacie i fotek brak.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz