Dokładnie tydzień temu, w sobotę, wyjęłam ze skrzynki kopertę.
Koperta była napuszona, choć niewielka.
Z niecierpliwością wchodziłam na kolejne piętra (3), by jak najszybciej znaleźć
się w domu i rozpakować przesyłkę.
Dlaczego nie zrobiłam tego po drodze?
Pewnie zrobiłabym, ale miałam ręce zajęte.
Zatem, gdy tylko weszłam do domu i uwolniłam ręce, rozerwałam kopertę, z której
wysunęło się zawiniątko - coś twardego, zapakowanego w różowy papier... z
motylkami.
W tamtej chwili ręce były szybsze, niż głowa, bo zamiast pomyśleć o
aparacie, ręce rozwinęły zawiniątko i dlatego nie ma fotki zapakowanej
niespodzianki.
Po rozpakowaniu okazało się, że to twarde coś, to śliczna podkładka pod
kubeczek.
Podkładka podklejona została pięknie wyhaftowanym serduszkiem w
kropeczki.
Kształt podkładki jest absolutnie fantastyczny - to jeden z
kształtów, jakie lubię i te wspaniałe kolorki - śliczności!
W puchatej kopercie była jeszcze inna koperta - z motylkami, a w niej przemiły
liścik, który wzruszył mnie niesamowicie.
Na kartce również przysiadły motylki - mam nadzieję, że treść listu
zachowają dla siebie :)
Motylek pokazała podkładkę u siebie, gdy otrzymała ode mnie potwierdzenie, że
przesyłka szczęśliwie dotarła.
Motylku - ogromnie dziękuję Ci za tę piękną,
urodzinową niespodziankę, która choć zapowiedziana, była dla mnie
prawdziwym zaskoczeniem.
Spodziewałam się, że wyślesz ją dopiero po urodzinowych typowaniach:)
Dziękuję też za wszystkie ciepłe słowa, które mogłam
przeczytać z motylkowej kartki.