piątek, 27 lipca 2012

Borówkowo mi... borówkowy czas

Nie miałam w tym roku czereśni, bo robaczywe, nie miałam wiśni, bo ok. 1 kg z dziczki - owoce nie nadające się do drylowania, więc przeznaczone na nalewkę.
Truskawek nie miałam, bo nie uprawiam.

Będę miała troszeczkę śliwek węgierek, ale czy bez mieszkańców (?) - to się okaże :)
Będę miała trochę gruszek i trochę więcej jabłek późnych.
No i jeszcze będzie trochę aronii na dżemik i winogron do pożarcia :))))

Teraz mam borówki i jest ich sporo.
Parę dni temu zerwałam pierwsze - ogromne :)))))

Wskazana borówka leży na monecie :)
Słabo widać???

A teraz lepiej???

Na takiej oto monecie leżała borówka :))))))))))


Borówek nie było dużo sztukowo, ale wagowo było ok. 60 dag.
Na co poszły?
Oczywiście na placek z kruszonką

Dziś zrywałam w pocie czoła (dosłownie... skwar niesamowity), ale zerwałam to, co zdążyło dojrzeć - nieco ponad 2 kg.
Taki skwar, że borówki nie mają ochoty rosnąć tylko szybko dojrzewają, nawet te malutkie, więc dziś wielkości bardziej są zróżnicowane.

I co z tego będzie?
Teraz muszę nasycić się borówkami na bieżąco, czyli powtórka z placka, pierożki, zupka jagodzianka (ulubiona od dzieciństwa), z której chyba nigdy nie wyrosnę :)))))))
Taka chłodna zupka na upał - jak znalazł :)))))))
Następne dawki borówek znajdą przeznaczenie na dżemy i może troszkę na bieżące wykorzystanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz