Prowadząca zabawę Nici, nitki i niteczki, zaproponowała, by luty upływał nam pod znakiem serc, miłości, ciepła, a także zimy... i może czegoś pysznego.
Chyba najbardziej znanym przysłowiem na Tłusty Czwartek jest takie, które już kiedyś zagościło w moim blogu (TUTAJ), ale chyba nie zaszkodzi przypomnieć.
Powiedział Bartek, że dziś Tłusty Czwartek,
a Bartkowa uwierzyła, dobrych pączków nasmażyła.
Jak to zwykle bywa, w tym dniu królują pączki i tradycja nakazuje, by przynajmniej jednego spałaszować z herbatką lub kawką, jak kto lubi.
Ja w tym roku testuję inne cukiernie, bo w mojej zabrakło pączków na moment, gdy do niej weszłam.
A że nie chciało mi się czekać, to w ramach spaceru odwiedziłam kolejno trzy cukiernie i w każdej kupiłam dwa pączusie.
Jednak nie mogło obyć się bez czegoś własnego, więc wykonałam chrusty pieczone w piekarniku.
Zrobiłam je według przepisu znalezionego w sieci i w ramach testu, przyjęłam połowę wskazanych proporcji, by nie wyszło za dużo, gdyż razem z pączkami byłoby za wiele tych słodkości.
Wyszły kruchutkie i bez dodatkowego tłuszczu od smażenia.
Chrusty albo inaczej faworki przeznaczam do zabawy u Anetty.
Dziękuję za każde pozostawione słowo w komentarzu. :)




%20(320%20x%20320%20px).jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz