Huśtawka w pogodzie i huśtawka w robótkach, a na koniec doszła huśtawka w
nastroju.
Taki dziwny był to tydzień.
Wczoraj w przypływie lepszej pogody i lepszego samopoczucia, na spacerze z
sunią przypłynęła do mnie ochota pstryknięcia fotki dziko rosnącym
roślinkom mijanym na spacerowym szlaku.
Ponieważ nie planowałam wcześniej fotografowania, nie zabrałam ze sobą aparatu
lecz zabrałam komórkę, czego zwykle nie robię, a
powodem było oczekiwanie pewnej wiadomości...
Skoro komórka była w garści, to nic nie stało na przeszkodzie,
by skorzystać z jej możliwości, których nie ma znowu aż
tak wiele, jak to jest w przypadku niektórych - bardziej
wypasionych.
Nie są to więc najlepsze jakościowo zdjęcia, ale może już za rok albo
dwa tych roślinek tam nie będzie, bo wybudują następne bloki...
Fotki wstawiam bez opisu...
I jeszcze jeden kwiatek - azalia, która przed miesiącem wyglądała tak, jak na
tamtych fotkach, a tak wygląda dziś :))
Moje robótki - blog o wyszywaniu, szydełkowaniu, papierowej wiklinie, kartkach okolicznościowych oraz o ogródku i urokach natury.
czwartek, 7 lipca 2011
piątek, 1 lipca 2011
Delfinki - odsłona 9
Tydzień temu, gdy pisałam o myszce, delfinków było tyle, co na fotce, ale
przez ten tydzień nie postawiłam żadnego krzyżyka, bo ciągle szydełko
wskakiwało mi na kolana i zazdrośnie wpychało się w rękę, by teraz nim się zajmować,
skoro druty odłożone do koszyka.
Poza zazdrością szydełka, było kilka przeszkadzaczy w postaci spraw różnych - nie robótkowych, ale najważniejsze, że mam już trochę czasu na jakiekolwiek robótki.
Ponieważ mam wybór z kilku technik i plany się piętrzą, to sięgam po to, co w danym momencie jest ważniejsze, wiąże się z konkretnym terminem albo po prostu najdzie mnie na coś ochota.
Gdy ręka trochę zmęczy się szydełkiem, to w ruch pójdzie igła z mulinką - to już sprawdzone :)))
Zatem delfinków ciąg dalszy - w najbliższej przyszłości.
Choć nie mogę już doczekać się skończonych delfinków, to nie chcę się zmuszać i przyspieszać wyszywanie, by nie zniechęcić się do obrazka, dla którego już planuję miejsce na ścianie.
Na dodatek zaczynam chcieć za dużo na raz - planuję coś zrobić, a już w głowie powstaje pomysł na zrobienie czegoś innego (nie wspominając tego, co czeka na zagospodarowanie) i tworzy się taki łańcuszek, z którego trudno wybrać tylko jedno ogniwko, a pozostałe zostawić na później.
Jednym słowem zaczynam wpadać w robótkowy młynek, bo i czasu mi zaczyna przybywać.
Poza zazdrością szydełka, było kilka przeszkadzaczy w postaci spraw różnych - nie robótkowych, ale najważniejsze, że mam już trochę czasu na jakiekolwiek robótki.
Ponieważ mam wybór z kilku technik i plany się piętrzą, to sięgam po to, co w danym momencie jest ważniejsze, wiąże się z konkretnym terminem albo po prostu najdzie mnie na coś ochota.
Gdy ręka trochę zmęczy się szydełkiem, to w ruch pójdzie igła z mulinką - to już sprawdzone :)))
Zatem delfinków ciąg dalszy - w najbliższej przyszłości.
Choć nie mogę już doczekać się skończonych delfinków, to nie chcę się zmuszać i przyspieszać wyszywanie, by nie zniechęcić się do obrazka, dla którego już planuję miejsce na ścianie.
Na dodatek zaczynam chcieć za dużo na raz - planuję coś zrobić, a już w głowie powstaje pomysł na zrobienie czegoś innego (nie wspominając tego, co czeka na zagospodarowanie) i tworzy się taki łańcuszek, z którego trudno wybrać tylko jedno ogniwko, a pozostałe zostawić na później.
Jednym słowem zaczynam wpadać w robótkowy młynek, bo i czasu mi zaczyna przybywać.
piątek, 24 czerwca 2011
Tańczy pierwsza myszka baletniczka
Pierwsza myszka już tańczy.
Teraz będę wyszywać kolejną, ale nie w kolejności oryginalnej.
Na te dwie myszki mam pomysł i myślę, że z zakończeniem wyszywania tej drugiej pokażę efekt końcowy.
W świecie delfinków robi się tłoczno od krzyżyków i od podmorskich pływaków.
Ponieważ teraz priorytetem stały się kompleciki wykonywane na drutach, więc delfinki troszeczkę zatrzymały się, ale to, co mam zapiszę w następnej notce.
Szydełko też zaczyna chętniej tańcować z włóczkami i coś powstaje, ale o tym też później napiszę.
W ogóle zaczynam chcieć częściej tu wpadać, ale na razie kończy się na chceniu :)))
Teraz będę wyszywać kolejną, ale nie w kolejności oryginalnej.
Na te dwie myszki mam pomysł i myślę, że z zakończeniem wyszywania tej drugiej pokażę efekt końcowy.
W świecie delfinków robi się tłoczno od krzyżyków i od podmorskich pływaków.
Ponieważ teraz priorytetem stały się kompleciki wykonywane na drutach, więc delfinki troszeczkę zatrzymały się, ale to, co mam zapiszę w następnej notce.
Szydełko też zaczyna chętniej tańcować z włóczkami i coś powstaje, ale o tym też później napiszę.
W ogóle zaczynam chcieć częściej tu wpadać, ale na razie kończy się na chceniu :)))
środa, 15 czerwca 2011
Dwie łapki i kilka myszek
Zaprosiła Myszszeczkunia do zabawy (Myszeczkowy SAL), a
ja zaproszenie przyjęłam, bo taka zabawa mi odpowiada.
Polega ona na wyszyciu tego samego obrazka przez chętne osoby.
Myszki są bardzo sympatyczne i zachęcają do zabawy, zatem chętnych uzbierało się sporo.
Na wyszycie jednej myszki jest sporo czasu, bo trzy tygodnie - początek 30 maja :))
Niektóre osoby już skończyły wyszywać wszystkie myszki, inne są w trakcie wyszywania kolejnej myszki, a ja jeszcze nie zaczęłam, ale... zacznę - za chwilkę :))
Póki co, sięgnęłam (kilka dni temu) po zaniedbane szydełko i zrobiłam dwie łapki, które są przeznaczone dla sympatycznej osoby jako upominek do nowego mieszkania.
Myślę, że będzie podobać się :)
Kolorki dopasowałam do wystroju kuchni - co nieco o nim słyszałam :)
Pierwsza łapka - to słonecznik.
Druga łapka - to cytrynka.
Polega ona na wyszyciu tego samego obrazka przez chętne osoby.
Myszki są bardzo sympatyczne i zachęcają do zabawy, zatem chętnych uzbierało się sporo.
Na wyszycie jednej myszki jest sporo czasu, bo trzy tygodnie - początek 30 maja :))
Niektóre osoby już skończyły wyszywać wszystkie myszki, inne są w trakcie wyszywania kolejnej myszki, a ja jeszcze nie zaczęłam, ale... zacznę - za chwilkę :))
Póki co, sięgnęłam (kilka dni temu) po zaniedbane szydełko i zrobiłam dwie łapki, które są przeznaczone dla sympatycznej osoby jako upominek do nowego mieszkania.
Myślę, że będzie podobać się :)
Kolorki dopasowałam do wystroju kuchni - co nieco o nim słyszałam :)
Pierwsza łapka - to słonecznik.
Druga łapka - to cytrynka.
czwartek, 9 czerwca 2011
Azalia... jej uśmiech
Dwa tygodnie zleciały, jak z bicza strzelił, a mnie wydaje się, jakbym dwa
dni temu poprzedni wpis wykonała.
W robótkach coś się dzieje dosłownie, bo na drutach powstaje komplecik, delfinków powoli przybywa i zaczynam się rozkręcać, tylko z pisaniem jeszcze nie mogę rozpędzić się.
Jednak nie o tym teraz chciałam napisać, ale o moim trudnym kwiatku.
Pisałam o otrzymanej azalii i o obawach z nią związanych.
Przed końcem marca azalia skończyła kwitnienie i zgubiła sporo listków.
Starałam się nią opiekować najlepiej, jak potrafiłam - według wskazówek wszelakich.
Po pewnym czasie zauważyłam, że wyrastają nowe, jasnozielone listeczki - ucieszyłam się, że jeszcze nie wszystko stracone w moim doświadczeniu z tym trudnym kwiatkiem.
Urosły listki i znów nastała cisza.
Parę dni temu zauważyłam, że na wierzchołkach gałązek są pączki.
W pierwszym momencie pomyślałam, że to nowe listki, ale dwa dni później zauważyłam, że pączki otwierają się i mają inny kolor niż zielony.
Zbliżenie na pączek kwiatowy.
Zaczęłam baczniej przyglądać się tym pączkom i wyszło, że azalia zaczyna kwitnąć - uśmiechnęła się do mnie :)))))
Pączki kwiatowe azalii są coraz większe :))))
To początek życia w nowym mieszkaniu - może uda mi się zaprzyjaźnić z azalią na dłużej? :))))
W robótkach coś się dzieje dosłownie, bo na drutach powstaje komplecik, delfinków powoli przybywa i zaczynam się rozkręcać, tylko z pisaniem jeszcze nie mogę rozpędzić się.
Jednak nie o tym teraz chciałam napisać, ale o moim trudnym kwiatku.
Pisałam o otrzymanej azalii i o obawach z nią związanych.
Przed końcem marca azalia skończyła kwitnienie i zgubiła sporo listków.
Starałam się nią opiekować najlepiej, jak potrafiłam - według wskazówek wszelakich.
Po pewnym czasie zauważyłam, że wyrastają nowe, jasnozielone listeczki - ucieszyłam się, że jeszcze nie wszystko stracone w moim doświadczeniu z tym trudnym kwiatkiem.
Urosły listki i znów nastała cisza.
Parę dni temu zauważyłam, że na wierzchołkach gałązek są pączki.
W pierwszym momencie pomyślałam, że to nowe listki, ale dwa dni później zauważyłam, że pączki otwierają się i mają inny kolor niż zielony.
Zbliżenie na pączek kwiatowy.
Zaczęłam baczniej przyglądać się tym pączkom i wyszło, że azalia zaczyna kwitnąć - uśmiechnęła się do mnie :)))))
Pączki kwiatowe azalii są coraz większe :))))
To początek życia w nowym mieszkaniu - może uda mi się zaprzyjaźnić z azalią na dłużej? :))))
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















