Moje robótki - blog o wyszywaniu, szydełkowaniu, papierowej wiklinie, kartkach okolicznościowych oraz o ogródku i urokach natury.
niedziela, 23 sierpnia 2020
8 z 12 prac Rękodzielniczki
piątek, 14 sierpnia 2020
Historia moich pelargonii
Prezentując bransoletki w drugim blogu (klik), wspomniałam, że o pelargoniach napiszę tutaj.
Dzisiaj u mnie dość pochmurno, ale jest dość ciepło i to jest taki krótki odpoczynek od upałów, bo jutro upał wraca.
Tymi upałami jestem zmęczona, bo choć lubię ciepło, to nie lubię gorąca i i wysokiej wilgotności, bo to mnie osłabia i przyprawia o ból dłoni.
Przykro patrzeć na działkowe rośliny, które mimo podlewania marnieją w oczach.
Wracając do pelargonii, które mam na balkonie.
W ubiegłym roku kupiłam sadzonki, posadziłam w wielkich donicach i cieszyły moje oczy do późnych dni jesiennych.
Po przekwitnieniu, usunęłam resztę przekwitniętych kwiatów i zostawiłam jeszcze zielone liście.
Przestałam podlewać rośliny i pozostawiłam je w tych donicach na balkonie, na okres zimowy.
Nie ocieplałam donic, ponieważ moim zamiarem było z wiosną usunąć rośliny, wymienić ziemię i posadzić nowe kwiaty.
Zima okazała się mało zimowa, kilka razy przytrafiły się słabe mrozy i przymrozki, śniegu nie było, a jak coś z nieba poprószyło, to za chwilę tych niewielu płatków już nie było.
Liście pelargonii cały czas były zielone, więc dwa - trzy razy podlałam rośliny chyba intuicyjnie.
Z wiosną pelargonie zaczęły wypuszczać młode listki, więc pomyślałam, nic nie stoi na przeszkodzie przekonać się, co będzie dalej. Zawsze mogę zrobić to, co zamierzałam wcześniej.
Wyczyściłam rośliny z uschniętych i starych liści i obserwowałam...
Pod koniec lutego pisząc o pojawiających się wiosennych kwiatach na działce, pokazałam pelargonie z nowymi liśćmi.
Przypomnę fotkę.
Patrząc poczynania roślin, zaczęłam systematyczne podlewanie, przy czym co drugi raz dodawałam nawóz do pelargonii.
Przyszła pora kwitnienia i rośliny pokazały pierwsze kwiaty.
Tak wyglądały w połowie czerwca - trochę kwiatów i mnóstwo pąków.
Tutaj widać lepiej właściwą kolorystykę kwiatków.
Tak prezentowały się pelargonie pod koniec czerwca
A tak wyglądały w połowie lipca.
W nieco mniejszej donicy mam pelargonie w kolorze łososiowym.
Te rozpoczęły kwitnienie nieco później, ale donica też pełna kwiatów.
Teraz pelargonie jeszcze kwitną, ale kwiatów jest coraz mniej i nowych pączków też mniej.
Będę próbować w podobny sposób przechować je przez zimę, bo pewnie zimy w wydaniu mroźnym i śnieżnym przechodzą u nas do historii.
Czas pokaże, jak to będzie.
wtorek, 11 sierpnia 2020
Krzyżyki u fryzjera
W maju, przy okazji wyszycia zakładki z motywem kobiecym (KLIK), pokazałam początek obrazka innego motywu kobiecego.
W oryginalnym schemacie, na obrazku nie było fragmentu oka przysłoniętego przez fryzurę.
Kawałek oka dodałam, bo patrząc na całość haftu, tego mi brakowało.
Skróciłam nieco fryzurę z góry i z dołu.
W oryginale, lok wywinięty do góry sięgał ciut wyżej, a długie dolne pasmo było dłuższe o kilka cm.
Poczynione zmiany podyktowane były wielkością ramki, jaką udało mi się znaleźć w jednym z okolicznych sklepów z ramkami.
Ramka ma wymiary 40 x 50 cm, a passe-partout 30 x 40 cm.
Początkowo myślałam o rezygnacji z passe-partout, ale ostatecznie zdecydowałam o wprowadzeniu wspomnianych zmian i pozostawieniu passe-partout.
Nie żałuję.
Zbliżał się termin pierwszej (od czasu zamknięcia salonów z powodu pandemii koronawirusa) wizyty u fryzjerki, która w międzyczasie zmieniła lokal i była jeszcze w trakcie dekoracji salonu.
Obrazek przygotowałam właśnie z myślą o otwarciu nowego salonu i moich pierwszych w nim odwiedzinach.
Wręczyłam pakunek fryzjerce i miałam ogromną uciechę widząc Jej radość, gdy wyjęła obrazek z ozdobnej torebki. :)
Wpasowałam się z tym upominkiem w punkt, bo jak stwierdziła, szukała właśnie czegoś do wystroju centralnego punktu salonu.
Przyjemnie jest patrzeć na uśmiech radości obdarowanej osoby.
W drugim blogu nadal królują frywolne bransoletki (KLIK).
sobota, 8 sierpnia 2020
Kości rzucone, słonecznik i kropki w sierpniu
Gdy rzuciłam pierwszą kostkę i zobaczyłam pięć kropek, prawie podskoczyłam, nadzieja rosła, bo w rzędzie przy piątce są wytyczne: kropki, tektura, nitka, filc (ten już wykorzystałam), koralik i pianka dekoracyjna.
Jednak rzut drugiej kostki wyjaśnił wszystko - pojawiła się jedna kropka.
W diagramie na przecięciu się 5 z 1 znajduje się wytyczna KROPKI.
Kości zrobiły mi psikusa, ale ta wytyczna także mnie ucieszyła, bo właśnie przygotowywałam kartkę do zabawy u innej Ani.
Tym sposobem, rzuty kości znów połączyły zabawy u imienniczek.
Powstała kartka ze słonecznikiem i różnej wielkości kropkami, no koniecznie i z kolorem żółtym.
Nieco bliżej...
Te małe kropeczki tak się rozpędziły, że przeszły do tyłu kartki.
No to je tam przytwierdziłam. :)))
W rozłożeniu wygląda to tak...
Kartka leci zatem do dwóch Anek.
Do jednej Ani - z Kreatywnej Jacewiczówki - z wytyczną kropki.
poniedziałek, 3 sierpnia 2020
Trzy szybkie kartki
O frywolitkowych upominkach wchodzących w skład niespodzianek napisałam w drugim blogu - TUTAJ.
Do upominków dołączone były kartki z podziękowaniem za odwiedziny i komentarze.
Kartki zrobiłam na zasadzie "jak mi w duszy zagrało", używając płaskich wycinanych elementów, jakie znalazłam w zasobach przydasiowych, m.in. otrzymanych od koleżanek blogowych.
Wykonałam bazę, a następnie przeglądając, co mam w przydasiach, wyjmowałam, układałam i bez większych zmian przykleiłam elementy uzyskując efekt widoczny poniżej.
Kartki powstały tak szybko, jak szybko przebiegła zabawa "Mam Cię".
Mam nadzieję, że kartki spodobały się adresatkom.





























