Przy okazji robótkowego świętowania zrobiłam dwa pierwsze, niebieskie motylki.
Od tamtego dnia, co któregoś wieczoru przylatuje jeden kolorowy motylek.
To znaczy, że szydełko powoli wraca do łask.
Ostatnio pojawił się jeden wielobarwny i zaraz został otoczony przez
te, które już zadomowiły się u mnie.
Jak widać zleciała się już spora gromadka, ale widzę, że zbliżają się
następne - w innych kolorkach.
Do łączenia zastosowałam "włochate" druciki i z braku koloru
czarnego (w sklepie), motylki mają tułów oraz czułki kolorowe - jak widać
wyżej.
Druciki z bliska.
Wiem, że przyjdzie taki czas, gdy motylki wyfruną w różne strony świata, ale
póki co, pocieszą moje oczy.
Moje robótki - blog o wyszywaniu, szydełkowaniu, papierowej wiklinie, kartkach okolicznościowych oraz o ogródku i urokach natury.
poniedziałek, 29 czerwca 2009
piątek, 26 czerwca 2009
Gdy w ogródku królują czereśnie
W tym roku, po raz pierwszy od kilku lat, nasza młoda czereśnia ma tak
dużo owoców.
Mimo, że jest mokro, bo ciągle pada i sporo owoców po prostu gnije na gałęzi, to jeszcze jest tyle, że wystarcza dla szpaków i dla nas.
Owoce są ogromne - średnica tych największych waha się od 2,5 do 3,0 cm.
Czereśnie mają wzięcie nie tylko na surowo, ale także gotowane - są smakowite w kompocie, galaretce, cieście i... pierogach.
Wczoraj zerwaliśmy sporą porcję do "zapakowania" w słoiczki, na ten czas, gdy nie będzie ich na drzewie.
Jak patrzyłam na te smakowite czereśnie, to nie mogłam powstrzymać się, musiałam zrobić pierogi mimo niedomagania ręki.
Skoro ręka, która pobolewa przy wykonywaniu pewnych (ciągle powtarzanych czynności) i ma od nich odpocząć wykonując inne czynności niż przy robótkach szydełkowych bądź drutowych, to musiałam sprawdzić, czy robienie pierogów będzie dla niej uciążliwe.
Bardzo starałam się, aby ręka prawa, zwykle bardzo aktywna, tym razem przy robieniu pierogów pracowała jedynie jako "asystent" lewej ręki.
Mimo wszystko były syknięcia przy mocniejszym naciśnięciu, ale chęć zjedzenia pierożków z czereśniami była silniejsza.
Dziś trochę odczuwam, że mam łokieć, ale co tam - pierożki były smaczniusie :)
Kiedyś, pisałam o pierogach z czereśniami. Opisałam wówczas, jak przygotowuję ciasto i jak lepię pierożki.
Dziś uzupełnienie do tamtej notki w postaci zdjęć.
Opłukane i wybrane czereśnie - te mniejsze, aby zmieściły się w aparaciku do pierożków.
Ciasto wykonane ze składników podanych we wcześniejszej notce i rozwałkowane.
Aparacikiem wykrojone krążki.
Powierzchnia aparaciku posypana mąką, na nią położony krążek ciasta, a na nim 2 czereśnie ułożone dziurkami do siebie.
Po złożeniu aparacik zaciska się, a nadmiar ciasta zdejmuje się.
Aparacik należy otwierać delikatnie, aby nie uszkodzić ciasta - pierożek gotowy.
"Bateria" pierożków w oczekiwaniu na "wskoczenie" do garnka.
Taki aparacik, to wspaniałe urządzenie, które pomaga mi od kilku lat w czynności lepienia pierogów.
Bez niego nie podjęłabym się (szczególnie w obecnej sytuacji) robić pierogi i lepić ręcznie, jak to robiła moja Babcia.
Lepienie pierogów, to moja część pracy, zaś mój Osobisty kucharz zajmuje się drugą częścią czyli gotowaniem pierogów.
Ugotowane i odcedzone pierogi trafiają na talerz.
Polane osłodzoną (do smaku) śmietaną, długo na tym talerzu nie poleżą, chyba tylko na fotce :))
Dojrzewają już ciemne czereśnie, więc mimo lekkiego (naprawdę lekkiego) bólu
ręki, pierogowy obiadek będzie powtórzony.
Mimo, że jest mokro, bo ciągle pada i sporo owoców po prostu gnije na gałęzi, to jeszcze jest tyle, że wystarcza dla szpaków i dla nas.
Owoce są ogromne - średnica tych największych waha się od 2,5 do 3,0 cm.
Czereśnie mają wzięcie nie tylko na surowo, ale także gotowane - są smakowite w kompocie, galaretce, cieście i... pierogach.
Wczoraj zerwaliśmy sporą porcję do "zapakowania" w słoiczki, na ten czas, gdy nie będzie ich na drzewie.
Jak patrzyłam na te smakowite czereśnie, to nie mogłam powstrzymać się, musiałam zrobić pierogi mimo niedomagania ręki.
Skoro ręka, która pobolewa przy wykonywaniu pewnych (ciągle powtarzanych czynności) i ma od nich odpocząć wykonując inne czynności niż przy robótkach szydełkowych bądź drutowych, to musiałam sprawdzić, czy robienie pierogów będzie dla niej uciążliwe.
Bardzo starałam się, aby ręka prawa, zwykle bardzo aktywna, tym razem przy robieniu pierogów pracowała jedynie jako "asystent" lewej ręki.
Mimo wszystko były syknięcia przy mocniejszym naciśnięciu, ale chęć zjedzenia pierożków z czereśniami była silniejsza.
Dziś trochę odczuwam, że mam łokieć, ale co tam - pierożki były smaczniusie :)
Kiedyś, pisałam o pierogach z czereśniami. Opisałam wówczas, jak przygotowuję ciasto i jak lepię pierożki.
Dziś uzupełnienie do tamtej notki w postaci zdjęć.
Opłukane i wybrane czereśnie - te mniejsze, aby zmieściły się w aparaciku do pierożków.
Ciasto wykonane ze składników podanych we wcześniejszej notce i rozwałkowane.
Aparacikiem wykrojone krążki.
Powierzchnia aparaciku posypana mąką, na nią położony krążek ciasta, a na nim 2 czereśnie ułożone dziurkami do siebie.
Po złożeniu aparacik zaciska się, a nadmiar ciasta zdejmuje się.
Aparacik należy otwierać delikatnie, aby nie uszkodzić ciasta - pierożek gotowy.
"Bateria" pierożków w oczekiwaniu na "wskoczenie" do garnka.
Taki aparacik, to wspaniałe urządzenie, które pomaga mi od kilku lat w czynności lepienia pierogów.
Bez niego nie podjęłabym się (szczególnie w obecnej sytuacji) robić pierogi i lepić ręcznie, jak to robiła moja Babcia.
Lepienie pierogów, to moja część pracy, zaś mój Osobisty kucharz zajmuje się drugą częścią czyli gotowaniem pierogów.
Ugotowane i odcedzone pierogi trafiają na talerz.
Polane osłodzoną (do smaku) śmietaną, długo na tym talerzu nie poleżą, chyba tylko na fotce :))
Smacznego!!!
wtorek, 16 czerwca 2009
Niebieskie motylki zrobione szydełkiem
Świętowałam sama (chyba?).
Robótkujące z mojego miasta albo wyjechały na weekend albo nie chciały brać
udziału w Światowym Dniu Dziania Publicznego.
Objechałam ważniejsze, częściej odwiedzane punkty miasta i nie spotkałam żadnej robótkującej osoby.
Na koniec wojaży przysiadłam przy pięknej fontannie (jednej z młodszych) i wyjęłam z torebki nici i szydełko.
Miałam też druty i rozpoczętą robótkę, ale zorientowałam się, że pakując druty nie zabrałam ze sobą gazetki z opisem wykonywanej serwetki.
Nie zabrałam też aparatu, więc zdjęć plenerowych nie ma.
Spojrzenia przechodzących obok mnie były różne - jedne ironiczne, inne wskazujące na zaciekawienie i podziw.
Jedna z przechodzących kobiet (młoda mama) zagadnęła - co ładnego robię?
Odpowiedziałam, że będzie to motylek, który może być zawieszony np. w oknie albo na suchych gałązkach umieszczonych w wazonie.
Moja rozmówczyni stwierdziła, że chętnie nauczyłaby się robić takie motylki.
Umówiłyśmy się na naukę - przy tej samej fontannie.
Robiłam więc szydełkowe motylki, a w zasadzie elementy, które odpowiednio złożone i złączone dają właściwy efekt.
Do łączenia zastosowałam powlekany drucik - fotkę wykonałam już w domu.
Przypomniał mi się film o niebieskim motylu i chłopcu, który poszukiwał tego motyla- czy ktoś pamięta film?
Moje niebieskie - cieniowane - motyle.
Jeden jeszcze ma postać "kwiatka", a drugi jest już motylkiem.
Próbnego motylka zrobiłam wcześniej (schemat zaczerpnęłam z gazetki "Diana Robótki Extra" nr 2/2006) , ale pofrunął do koleżanki zanim zdążyłam zrobić fotkę.
*****
Zaczęłam trochę robić szydełkiem i na drutach, ale bez przesady.
Ból ręki jest już niewielki, mogę wykonywać coraz więcej czynności, których ostatnio unikałam.
Nie mam ochoty wracać to tego co było, więc z robótkami nie będę przesadzać, ale będzie mi bardzo miło, gdy nadal będziecie tu do mnie zaglądać.
Objechałam ważniejsze, częściej odwiedzane punkty miasta i nie spotkałam żadnej robótkującej osoby.
Na koniec wojaży przysiadłam przy pięknej fontannie (jednej z młodszych) i wyjęłam z torebki nici i szydełko.
Miałam też druty i rozpoczętą robótkę, ale zorientowałam się, że pakując druty nie zabrałam ze sobą gazetki z opisem wykonywanej serwetki.
Nie zabrałam też aparatu, więc zdjęć plenerowych nie ma.
Spojrzenia przechodzących obok mnie były różne - jedne ironiczne, inne wskazujące na zaciekawienie i podziw.
Jedna z przechodzących kobiet (młoda mama) zagadnęła - co ładnego robię?
Odpowiedziałam, że będzie to motylek, który może być zawieszony np. w oknie albo na suchych gałązkach umieszczonych w wazonie.
Moja rozmówczyni stwierdziła, że chętnie nauczyłaby się robić takie motylki.
Umówiłyśmy się na naukę - przy tej samej fontannie.
Robiłam więc szydełkowe motylki, a w zasadzie elementy, które odpowiednio złożone i złączone dają właściwy efekt.
Do łączenia zastosowałam powlekany drucik - fotkę wykonałam już w domu.
Przypomniał mi się film o niebieskim motylu i chłopcu, który poszukiwał tego motyla- czy ktoś pamięta film?
Moje niebieskie - cieniowane - motyle.
Jeden jeszcze ma postać "kwiatka", a drugi jest już motylkiem.
Próbnego motylka zrobiłam wcześniej (schemat zaczerpnęłam z gazetki "Diana Robótki Extra" nr 2/2006) , ale pofrunął do koleżanki zanim zdążyłam zrobić fotkę.
*****
Zaczęłam trochę robić szydełkiem i na drutach, ale bez przesady.
Ból ręki jest już niewielki, mogę wykonywać coraz więcej czynności, których ostatnio unikałam.
Nie mam ochoty wracać to tego co było, więc z robótkami nie będę przesadzać, ale będzie mi bardzo miło, gdy nadal będziecie tu do mnie zaglądać.
sobota, 13 czerwca 2009
Hafciarka już... haftuje
Robótkę, o której wspominałam wcześniej, a która została rozszyfrowana jako hafciarka,
skończyłam 3 dni temu.
Hafciarka wyszyta została z dodatkiem, ale teraz go nie ujawniam.
Tak bardzo spodobał mi się ten obrazek, że postanowiłam wyszyć drugi - nieco inny.
W czwartek dokonałam przeróbek i w piątek zaczęłam wyszywanie.
Ponieważ pogada nie sprzyjała wychodzeniu z domu, więc wyszywałam trochę więcej niż zwykle.
Ręka prawa nadal pobolewa (mniej nieco), ale już częściej ona "pracuje" i wyszywanie przebiega szybciej.
Na obecną chwilę początek drugiego obrazka wygląda... trochę podobnie.
Dziś, co prawda, więcej słońca jest, ale za to wieje nieprzyzwoicie.
Chwilę byłam na działce, bo miałam nadzieję, że trochę tam popracuję, ale zmarzłam i uciekłam do domu.
Teraz, w tej chwili, zobaczyłam, że... w tej części oba obrazki różnią się pewnym szczegółem.
Ciekawe, czy ktoś dostrzeże różnicę?
Hafciarka wyszyta została z dodatkiem, ale teraz go nie ujawniam.
Tak bardzo spodobał mi się ten obrazek, że postanowiłam wyszyć drugi - nieco inny.
W czwartek dokonałam przeróbek i w piątek zaczęłam wyszywanie.
Ponieważ pogada nie sprzyjała wychodzeniu z domu, więc wyszywałam trochę więcej niż zwykle.
Ręka prawa nadal pobolewa (mniej nieco), ale już częściej ona "pracuje" i wyszywanie przebiega szybciej.
Na obecną chwilę początek drugiego obrazka wygląda... trochę podobnie.
Dziś, co prawda, więcej słońca jest, ale za to wieje nieprzyzwoicie.
Chwilę byłam na działce, bo miałam nadzieję, że trochę tam popracuję, ale zmarzłam i uciekłam do domu.
Teraz, w tej chwili, zobaczyłam, że... w tej części oba obrazki różnią się pewnym szczegółem.
Ciekawe, czy ktoś dostrzeże różnicę?
piątek, 12 czerwca 2009
Dopóki truskawki są...w sezonie
Sezon truskawkowy w pełni i truskaweczki zjadamy pod różnymi postaciami.
Ostatnio ciągle pada i niektóre truskawki są jakieś bez smaku - takie właśnie kupiłam w poprzednią sobotę.
Nie chcąc wyrzucić takich owoców, pokombinowałam z tego, co miałam "pod ręką".
Składniki:
2 kostki twarogu śmietankowego (po 250 g każda),
50 dag truskawek,
2 galaretki (miałam truskawkową i wiśniową),
3 łyżki cukru.
Wykonanie:
Truskawki opłukać i oczyścić z szypułek. Zagotować 1/2 l wody z cukrem, rozpuścić obie galaretki i pozostawić do wystygnięcia. Gdy galaretka zmieni konsystencję na ciągnącą, przygotować twarożek. Około 10 dag truskawek pokroić w grube talarki. Pozostałe truskawki zmiksować z twarogiem. Wsypać do masy pokrojone truskawki i wlać tężejącą galaretkę. Wszystko wymieszać i wlać do formy. Ja wykorzystałam małą tortownicę o średnicy 21 cm. Wstawić do lodówki, by przysmak dobrze stężał.
Dekorować można dowolnie, według uznania.
Ja wykonałam przysmak na próbę - bez dekoracji.
Przed wolnym czwartkiem znów kupiłam truskawki (smaczne), ale tym razem oprócz twarogu i galaretek, kupiłam śmietankę (Śnieżkę).
Tę wersję wykonałam dla gości, którzy zapowiedzieli, że przejeżdżając przez moją miejscowość, wstąpią na kawę.
Wersja 2
Składniki:
1 kostka twarogu śmietankowego (250 g),
50 dag truskawek,
2 galaretki (truskawkowa i wiśniowa),
3 łyżki cukru,
150 ml mleka,
śmietanka Śnieżka.
Wykonanie:
Truskawki opłukać i oczyścić z szypułek. Zagotować 1/2 l wody z cukrem, rozpuścić obie galaretki i pozostawić do wystygnięcia. Gdy galaretka zacznie tężeć, przygotować masę z twarogu i truskawek. Około 10 dag truskawek pokroić w grube talarki. Pozostałe truskawki zmiksować z twarogiem. Śmietankę wymieszać z mlekiem i ubić na sztywno.
Do masy truskawkowo-twarogowej wlać tężejącą galaretkę, dodać pokrojone truskawki oraz ubitą śmietankę. Wszystko delikatnie wymieszać i wlać do tortownicy. Wstawić przysmak do lodówki, by dobrze stężał.
Druga wersja była "lżejsza" i puszysta - miała
efekt truskawkowej pianki.
Fotki tej wersji nie zdążyłam zrobić, bo przysmak dosłownie zniknął w mgnieniu oka.
Do końca sezonu truskawkowego przynajmniej jeszcze raz (albo dwa) zrobię ten przysmak.
Ostatnio ciągle pada i niektóre truskawki są jakieś bez smaku - takie właśnie kupiłam w poprzednią sobotę.
Nie chcąc wyrzucić takich owoców, pokombinowałam z tego, co miałam "pod ręką".
Truskawkowo-twarożkowy
przysmak
(dwie wersje)
Wersja 1(dwie wersje)
Składniki:
2 kostki twarogu śmietankowego (po 250 g każda),
50 dag truskawek,
2 galaretki (miałam truskawkową i wiśniową),
3 łyżki cukru.
Wykonanie:
Truskawki opłukać i oczyścić z szypułek. Zagotować 1/2 l wody z cukrem, rozpuścić obie galaretki i pozostawić do wystygnięcia. Gdy galaretka zmieni konsystencję na ciągnącą, przygotować twarożek. Około 10 dag truskawek pokroić w grube talarki. Pozostałe truskawki zmiksować z twarogiem. Wsypać do masy pokrojone truskawki i wlać tężejącą galaretkę. Wszystko wymieszać i wlać do formy. Ja wykorzystałam małą tortownicę o średnicy 21 cm. Wstawić do lodówki, by przysmak dobrze stężał.
Dekorować można dowolnie, według uznania.
Ja wykonałam przysmak na próbę - bez dekoracji.
Smacznego!!!
*****Przed wolnym czwartkiem znów kupiłam truskawki (smaczne), ale tym razem oprócz twarogu i galaretek, kupiłam śmietankę (Śnieżkę).
Tę wersję wykonałam dla gości, którzy zapowiedzieli, że przejeżdżając przez moją miejscowość, wstąpią na kawę.
Wersja 2
Składniki:
1 kostka twarogu śmietankowego (250 g),
50 dag truskawek,
2 galaretki (truskawkowa i wiśniowa),
3 łyżki cukru,
150 ml mleka,
śmietanka Śnieżka.
Wykonanie:
Truskawki opłukać i oczyścić z szypułek. Zagotować 1/2 l wody z cukrem, rozpuścić obie galaretki i pozostawić do wystygnięcia. Gdy galaretka zacznie tężeć, przygotować masę z twarogu i truskawek. Około 10 dag truskawek pokroić w grube talarki. Pozostałe truskawki zmiksować z twarogiem. Śmietankę wymieszać z mlekiem i ubić na sztywno.
Do masy truskawkowo-twarogowej wlać tężejącą galaretkę, dodać pokrojone truskawki oraz ubitą śmietankę. Wszystko delikatnie wymieszać i wlać do tortownicy. Wstawić przysmak do lodówki, by dobrze stężał.
Smacznego!!!
Fotki tej wersji nie zdążyłam zrobić, bo przysmak dosłownie zniknął w mgnieniu oka.
Do końca sezonu truskawkowego przynajmniej jeszcze raz (albo dwa) zrobię ten przysmak.
Subskrybuj:
Posty (Atom)












