piątek, 26 czerwca 2009

Gdy w ogródku królują czereśnie

W tym roku, po raz pierwszy od kilku lat, nasza młoda czereśnia ma tak dużo owoców.
Mimo, że jest mokro, bo ciągle pada i sporo owoców po prostu gnije na gałęzi, to jeszcze jest tyle, że wystarcza dla szpaków i dla nas.

Owoce są ogromne - średnica tych największych waha się od 2,5 do 3,0 cm.
Czereśnie mają wzięcie nie tylko na surowo, ale także gotowane - są smakowite w kompocie, galaretce, cieście i... pierogach.
Wczoraj zerwaliśmy sporą porcję do "zapakowania" w słoiczki, na ten czas, gdy nie będzie ich na drzewie.

Jak patrzyłam na te smakowite czereśnie, to nie mogłam powstrzymać się, musiałam zrobić pierogi mimo niedomagania ręki.
Skoro ręka, która pobolewa przy wykonywaniu pewnych (ciągle powtarzanych czynności) i ma od nich odpocząć wykonując inne czynności niż przy robótkach szydełkowych bądź drutowych, to musiałam sprawdzić, czy robienie pierogów będzie dla niej uciążliwe.

Bardzo starałam się, aby ręka prawa, zwykle bardzo aktywna, tym razem przy robieniu pierogów pracowała jedynie jako "asystent" lewej ręki.
Mimo wszystko były syknięcia przy mocniejszym naciśnięciu, ale chęć zjedzenia pierożków z czereśniami była silniejsza.
Dziś trochę odczuwam, że mam łokieć, ale co tam - pierożki były smaczniusie :)

Kiedyś, pisałam o pierogach z czereśniami. Opisałam wówczas, jak przygotowuję ciasto i jak lepię pierożki.
Dziś uzupełnienie do tamtej notki w postaci zdjęć.

Opłukane i wybrane czereśnie - te mniejsze, aby zmieściły się w aparaciku do pierożków.


Ciasto wykonane ze składników podanych we wcześniejszej notce i  rozwałkowane.
Aparacikiem wykrojone krążki.


Powierzchnia aparaciku posypana mąką, na nią położony krążek ciasta, a na nim 2 czereśnie ułożone dziurkami do siebie.
Po złożeniu aparacik zaciska się, a nadmiar ciasta zdejmuje się.


Aparacik należy otwierać delikatnie, aby nie uszkodzić ciasta - pierożek gotowy.


"Bateria" pierożków w oczekiwaniu na "wskoczenie" do garnka.

Taki aparacik, to wspaniałe urządzenie, które pomaga mi od kilku lat w czynności lepienia pierogów.
Bez niego nie podjęłabym się (szczególnie w obecnej sytuacji) robić pierogi i lepić ręcznie, jak to robiła moja Babcia.

Lepienie pierogów, to moja część pracy, zaś mój Osobisty kucharz zajmuje się drugą częścią czyli gotowaniem pierogów.
Ugotowane i odcedzone pierogi trafiają na talerz.
Polane osłodzoną (do smaku) śmietaną, długo na tym talerzu nie poleżą, chyba tylko na fotce :))



Smacznego!!!

Dojrzewają już ciemne czereśnie, więc mimo lekkiego (naprawdę lekkiego) bólu ręki, pierogowy obiadek będzie powtórzony.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza