niedziela, 11 lutego 2007

Nawiało, nasypało...

Zima przypomniała sobie i o nas.


W piątek napadało sporo białego puchu, z którym musieli uporać się wszyscy - służby porządkowe, drogowcy, kierowcy i piesi.

Najbardziej z białego puchu ucieszyły się dzieci, których było pełno dookoła i wszędzie (za ich przyczyną) pojawiły się śniegowe figurki.

W sobotę, po wczesnym obiedzie wyruszyliśmy na spacer z pieskiem.
Zajrzeliśmy na działkę - cała była przykryta białą pierzynką, spod której wyglądały jak przebiśniegi, "główki"... krokusów.


Nazwałam je "krokusośniegi", bo przebiśniegów jeszcze nie ma.

W drodze powrotnej, mąż wyprzedził nas o spory kawałek drogi i schował się przed pieskiem.
Sunia dzielnie sprawdzała wszystkie napotkane ślady.


Gdy odnalazła swojego ukochanego PANA, radość była przeogromna.
Może ma w sobie jakieś cechy (jedne z wielu) psa tropiącego?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz