piątek, 17 kwietnia 2009

Koszyczek, ozdoby świąteczne i złośliwość rzeczy martwych

Złośliwość rzeczy martwych jest niezbadana i przytrafia się w najmniej oczekiwanym momencie.
Tak było tym razem (przed Świętami), gdy chciałam uwiecznić zawartość koszyczka ze święconką.

Gdy pstryknęłam zdjęcie koszyczka przykrytego serwetką aparat wyłączył się i grzecznie poinformował, że należy się zmiana baterii.
Ponieważ jadę na jednym komplecie akumulatorków, więc wyjęłam je z aparatu i umieściłam w ładowarce, a tu... niespodzianka.
Ładowarka nie zadziałała, a mąż stwierdził, że nie będzie działać.

Mieliśmy zamiar po obiedzie zrobić mały wypad na działkę (rekreacyjnie) i po drodze kupić akumulatorki - zamienny komplet.
Plany pokrzyżowali znajomi, którzy wpadli (po drodze) na kawkę.
Takim sposobem ostało się tylko zdjęcie koszyczka takie jak niżej.

Koszyczek nie jest duży - w tym roku był skromny (jak zawsze), a wszystkie specjały do poświęcenia (nie będę wymieniać, bo u wszystkich są podobne) były miniaturowe.
Tym razem mój koszyczek przykryty był żółtą serwetką z kurczaczkami (wykonaną w zeszłym roku) i przez ten kolor był taki słoneczny.



Po świętach, gdy nabyłam nowy komplet akumulatorków, pstryknęłam fotki niektórym ozdobom.

Koszyczek - stroik stał na serwetce z zajączkiem.



Zajączek z urzekającymi ślepkami oprawiony trochę inaczej niż pierwotnie planowałam.



Kokoszki przysiadły w gromadce i zastanawiały się, skąd wziął się malutki kurczaczek, bo przecież one dopiero usiadły na jajkach.
Po cichu zdradzę tajemnicę - przybył od koleżanki, która nie bloguje, ale robi piękne drobiazgi.



Wszystkie pisanki wykonane różnymi technikami zawisły u sufitu w postaci pająka (próba), na powykręcanych gałązkach wierzbowych i wszędzie tam, gdzie dało się je zawiesić.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz