piątek, 8 stycznia 2010

Cierpliwe kobietki... czekały...

One są tak cierpliwe jak ja [prawie :) ?].

Czekały..., czekały... (pół roku) i doczekały się finału.

Nic nie mówiły, ale zerkały na mnie od czasu do czasu i przypominały, że obiecałam zająć się nimi, gdy pomysł dojrzeje.
Pomysł dojrzał jakiś czas temu, ale nastały inne WAŻNE robótki i kobietki znów musiały poczekać.
Później przyszły Święta i totalny brak czasu na coś, co nie było nimi związane.

Postanowiłam (do końca minionego roku) ukończyć rozpoczęte robótki i tak się też stało - większość robótek została skończona, ale pisać o nich będę jeszcze w kilku najbliższych notkach.

Dziś o hafciarce i dziewiarce mowa.

Najpierw, po skończeniu wyszywania myślałam oprawić je oddzielnie i powiesić blisko siebie, ale potem wpadłam na pomysł połączenia ich w jednej ramce.
Oczywiście pomysł był, ale odpowiedniej ramki brak.
Poszukiwania były długie i mało skuteczne, aż wpadłam na kolejny (genialny!) pomysł i trzeba było szukać nie tylko ramki, ale kawałka materiału o odpowiedniej kolorystyce.

Koniec, końców między Świętami, a Nowym Rokiem oprawiłam hafciki w taki oto sposób:



Następnie poszła w ruch maszyna (stara, dobra "Łuczniczka") i uszyta została firaneczka.
Do jej zawieszenia posłużył plastikowy drut, który ostał mi się z dawnych czasów - drugi drut gdzieś przepadł albo złamał się i trafił na śmietnik.

Na środku zastosowałam przewiązanie ozdobną taśmą pasmanteryjną, którą naszyłam także na bokach firaneczki - jest tak, jak było w pomyśle.
Z płaskiego obrazka zrobił się przestrzenny - z efektu jestem zadowolona.
Znów coś nowego zagościło na ścianie pokoiku.



Ten obrazek potraktuję (tak robię co roku), jako pamiątkową robótkę na mój dzień, który jest tuż, tuż, ale o tym w swoim czasie.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza