niedziela, 10 stycznia 2010

Magiczna data... moja



W tym roku data 10.01.2010.
zapisana w skrócie - 10.01.10.
- to magiczna data,
choć dla mnie od wielu lat jest właśnie taka magiczna.

Miniony rok mojego życia był pełen różnych wydarzeń - takich mało miłych i smutnych oraz takich, które rozjaśniały moje spojrzenie na świat.
Większość tych miłych wydarzeń wiązało się z poznaniem nowych ludzi, których pasją jest robótkowanie oraz kontaktami z Wami - tu na blogowisku, przy pomocy komunikatorów i poczty, a także spotkania w realu.
Otrzymałam w komentarzach wiele pochwał za to, co robię i o czym piszę, w mailach otrzymałam mnóstwo wyrazów sympatii i ciepłych słów.
Szczególną pomoc i wsparcie otrzymałam od Was w momentach takich jak np. problem z brakiem dostępu do edycji blogów oraz problem z ręką.

Dziękuję Wam za to wszystko
i za to, że jesteście i zaglądacie do mnie nawet wtedy,
gdy moja aktywność jest mała.

Mam nadzieję,
że jeszcze jakiś czas będzie nam dane spotykać się.

Tymczasem zapraszam na kawkę i ciacho.

Ciacho jeszcze w tortownicy,


a to mała porcja, aby starczyło dla wszystkich :))


Kawka zaparzona według życzenia, zaś ciacho, to smakołyk zrobiony według przepisu, który  dawniej zamieściłam w blogu.
"Torcik" nieco zmodyfikowałam, tzn. zrobiłam o jedną warstwę serową mniej, ale za to dolna warstwa serowa zalała ułożone na tortownicy kruche ciastka, a do drugiej warstwy wmieszałam pokrojone gruszki, które jesienią zrobiłam w słodkiej zalewie z goździkami.
Na drugiej warstwie, zanim do końca stężała, ułożyłam wisienki - w kształcie śnieżynki, bo sypie śnieg.
Wisienki zostały przykryte trzecią warstwą - galaretką wiśniową.
Wisienki pochodzą z nalewki, którą zrobiłam... w odpowiednim czasie z owoców wiśni-dziczki, która co roku pięknie owocuje, a owoce - choć małe - są bardzo smaczne.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza