Czy ktoś zna jakieś zaklęcia sprowadzające deszcz, byle nie burze, bo tych
się boję.
A może ktoś zna jakiegoś zaklinacza deszczu?
Ja, która przepadam za ciepełkiem, mam dość gorąca i duchoty.
Nie mam ochoty robótkować, nie mam ochoty czytać, nie mam ochoty myśleć,
nie mam ochoty pisać.
Potrzebuję lekkiego schłodzenia powietrza i trochę deszczu nawilżającego
powietrze.
Tak jak dziś ja, najprawdopodobniej czują się ryby w przegrzanej, niedotlenionej
wodzie.
Proszę o deszcz, o deszczu krople - dla nas, dla roślin, dla zwierzaków i dla
wszelkiego stworzenia.
W związku z brakiem zaklinaczy deszczu w zasięgu wzroku Eli, otrzymałam od
niej coś, co pozwoli mi schronić się przed promieniami palącego słońca.
Dziękuję Elu za niespodziankę - kolorową parasolkę.
Gdybyś znalazła jeszcze coś, co może ochronić przed dusznym powietrzem,
byłoby wspaniale.
Wtedy mogłabym cierpliwie poczekać na deszcz.
Moje robótki - blog o wyszywaniu, szydełkowaniu, papierowej wiklinie, kartkach okolicznościowych oraz o ogródku i urokach natury.
sobota, 8 lipca 2006
środa, 5 lipca 2006
Z serii... małe...
... małe jest piękne.
Każde prucie tego, co robię na drutach, muszę jakoś odreagować. Najlepiej, gdy mogę zrobić jakąś inną robótkę.
Małe poszukiwanie i ... znalazłam jakieś resztki materiału. Pozostały mi białe nici - po ostatniej szydełkowej serwetce.
Chwila namysłu, dopasowanie szydełka i do dzieła.
Dzięki temu, że prułam 3 bądź 4 razy (straciłam rachubę), zrobiłam komplecik kawowy.
Każda z serwetek ma średnicę 14 cm. Koronka jest robiona tak: najpierw półsłupkami obdziergałam kółko z materiału, a następnie tworzyłam wzorek słupkami i łańcuszkiem.
Jak będę musiała jeszcze raz coś podpruć, pewnie zrobię do tego kompletu jedną większą serwetkę - np. pod talerz z ciastkami.
Teraz wracam do robótki na drutach.
Każde prucie tego, co robię na drutach, muszę jakoś odreagować. Najlepiej, gdy mogę zrobić jakąś inną robótkę.
Małe poszukiwanie i ... znalazłam jakieś resztki materiału. Pozostały mi białe nici - po ostatniej szydełkowej serwetce.
Chwila namysłu, dopasowanie szydełka i do dzieła.
Dzięki temu, że prułam 3 bądź 4 razy (straciłam rachubę), zrobiłam komplecik kawowy.
Każda z serwetek ma średnicę 14 cm. Koronka jest robiona tak: najpierw półsłupkami obdziergałam kółko z materiału, a następnie tworzyłam wzorek słupkami i łańcuszkiem.
Jak będę musiała jeszcze raz coś podpruć, pewnie zrobię do tego kompletu jedną większą serwetkę - np. pod talerz z ciastkami.
Teraz wracam do robótki na drutach.
niedziela, 2 lipca 2006
Sezon na owoce
W tym roku nasza czereśnia miała bardzo dużo kwiatów, ale większość z nich
nie wytrzymała długotrwałego zimna.
Teraz jest tyle owoców, że wypada z lupą szukać. Jedyne szczęście, że szpaki darowały sobie polowanko na te przesmaczne owoce.
Sytuacja jest więc taka: mogliśmy sobie pojeść na surowo (prosto z drzewa) w takiej ilości, aby się nie przejadło, a dziś był pierogowy obiad. Mój Osobisty kucharz twierdzi, że nie umie, ale bardziej nie lubi robić pierogów. To moja specjalność, ale kucharz chętnie gotuje to, co ja ulepię. Tak na cztery ręce, pierogowy obiad przygotowany jest w przyspieszonym tempie.
Lubimy pierogi - z różnym nadzieniem. W sezonie owocowym najchętniej jadamy pierogi z czereśniami, wiśniami, śliwkami węgierkami, jagodami oraz z borówkami, które smakują jak jagody. Po sezonie stosujemy inne nadzienia.
Do zagniecenia ciasta na ok. 50 pierożków potrzebuję tylko:
mąkę (w zależności od potrzeby ok. 1/2 kg) oraz
wodę letnią (ok. 1 szkl.).
Z mąki i wody zagniatam ciasto, które nie może być zbyt twarde, bo nie będzie się sklejać. Nie może też być zbyt luźne, bo rozgotuje się i zamiast pierogów wyjdzie coś wyglądającego niezbyt smacznie.
Wrobione ciasto rozwałkowuję, aby było nieco grubsze niż makaronowe. Następnie przyrządem do lepienia pierożków wykrawam kółka o średnicy 9 cm. Każde kółko kładę najpierw na rozsypaną mąkę, a później mączną stroną na tym zmyślnym urządzeniu. Na środku ciastowego kółka kładę np. 2 czereśnie, po czym składam i zaciskam przyrząd, aby ciasto skleiło się. To już cała filozofia lepienia pierogów.
Pozostało tylko ugotować je w osolonej wodzie, po czym wyjąć łyżką cedzakową na durszlak, a gdy ociekną z wody, przełożyć do misy i polać osłodzoną śmietaną.
Na naszym drzewie pozostało jeszcze nieco owoców do pojedzenia podczas pobytu na działce i tylko szkoda, że pierogów z czereśniami już nie będzie w tym roku.
Teraz jest tyle owoców, że wypada z lupą szukać. Jedyne szczęście, że szpaki darowały sobie polowanko na te przesmaczne owoce.
Sytuacja jest więc taka: mogliśmy sobie pojeść na surowo (prosto z drzewa) w takiej ilości, aby się nie przejadło, a dziś był pierogowy obiad. Mój Osobisty kucharz twierdzi, że nie umie, ale bardziej nie lubi robić pierogów. To moja specjalność, ale kucharz chętnie gotuje to, co ja ulepię. Tak na cztery ręce, pierogowy obiad przygotowany jest w przyspieszonym tempie.
Lubimy pierogi - z różnym nadzieniem. W sezonie owocowym najchętniej jadamy pierogi z czereśniami, wiśniami, śliwkami węgierkami, jagodami oraz z borówkami, które smakują jak jagody. Po sezonie stosujemy inne nadzienia.
Pierogi z owocami.
Pierogi z własnymi owocami, to najtańszy obiad pod słońcem, bo odpada strata
kasy na nadzienie. Do zagniecenia ciasta na ok. 50 pierożków potrzebuję tylko:
mąkę (w zależności od potrzeby ok. 1/2 kg) oraz
wodę letnią (ok. 1 szkl.).
Z mąki i wody zagniatam ciasto, które nie może być zbyt twarde, bo nie będzie się sklejać. Nie może też być zbyt luźne, bo rozgotuje się i zamiast pierogów wyjdzie coś wyglądającego niezbyt smacznie.
Wrobione ciasto rozwałkowuję, aby było nieco grubsze niż makaronowe. Następnie przyrządem do lepienia pierożków wykrawam kółka o średnicy 9 cm. Każde kółko kładę najpierw na rozsypaną mąkę, a później mączną stroną na tym zmyślnym urządzeniu. Na środku ciastowego kółka kładę np. 2 czereśnie, po czym składam i zaciskam przyrząd, aby ciasto skleiło się. To już cała filozofia lepienia pierogów.
Pozostało tylko ugotować je w osolonej wodzie, po czym wyjąć łyżką cedzakową na durszlak, a gdy ociekną z wody, przełożyć do misy i polać osłodzoną śmietaną.
Smacznego!!!
Kiedyś moja Babcia lepiła pierogi palcami i to spore ilości, bo my
uwielbialiśmy babciną kuchnię i jej proste, ale smaczne dania.Na naszym drzewie pozostało jeszcze nieco owoców do pojedzenia podczas pobytu na działce i tylko szkoda, że pierogów z czereśniami już nie będzie w tym roku.
poniedziałek, 26 czerwca 2006
Smaczna odmiana plackowa
Kiedyś robiliśmy placki ziemniaczane tradycyjnie.
Mój Osobisty kucharz bardzo lubi poeksperymentować.
Kiedyś usłyszał, że do placków można to i owo dodać - będzie ciekawiej i smaczniej.
Jednym razem namieszał czegoś tam i nie było to zbyt smaczne.
Nie poddał się jednak i innym razem namieszał innych dodatków. Tym razem było lepiej.
W końcu, za trzecim razem, wyszły bardzo smaczne i pikantne placki.
Od tego czasu zapomnieliśmy, jak smakują placki tradycyjne.
Placki ziemniaczane -
tradycyjne (w mojej kuchni)
Składniki:5-6 dużych ziemniaków;
1 średnia cebula;
1-2 jajka;
3-4 łyżki mąki;
sól;
pieprz;
olej.
Sposób przyrządzania:
Umyte ziemniaki obrać i opłukać. Zetrzeć na tarce o małych otworach.
Cebulę drobno posiekać. Cebulę, mąkę, jajka, sól i pieprz dodać do ziemniaków i wszystko dokładnie wymieszać na jednolitą masę.
Rozgrzać na patelni olej. Placuszki smażyć z obu stron.
Można je jeść ze śmietaną, cukrem, keczupem albo z surówką - jak kto woli.
Smaczna odmiana tradycyjnych
placków.
Do podstawowego ciasta (o którym wyżej) mąż dodaje trochę więcej cebuli (2 szt.) pokrojonej w drobną kosteczkę, czosnek (2-3 ząbki) również pokrojony w drobniutką kosteczkę.
Aby były pikantniejsze, dosypuje nieco więcej pieprzu, a czasami chili.
Specjalnym dodatkiem jest wędlina; szynka i kiełbasa bądź jedno z dwóch - zależy, co jest w lodówce. Wędlina jest także krojona w drobną kosteczkę.
Czasami dodaje jeszcze małą paprykę pokrojoną w kosteczkę.
Na koniec dosypuje do ciasta 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej (ona spulchnia placki) i po ostatecznym wymieszaniu, smaży średniej wielkości placuszki, które najbardziej smakują z keczupem (koniecznie pikantnym).
Smacznego!!!
piątek, 23 czerwca 2006
Dodatek wyśmienity...sałatka
Zawsze, gdy przyrządzam do obiadu rybę w panierce pojedynczej (z mąki albo bułki tartej), bądź podwójnej (mąka, jajko, bułka tarta), zastanawiam się - co do niej? Znaczy się - do ryby. Ziemniaki, czy ryż? Jak już wybiorę jedno z dwóch - to zastanawiam się, co jeszcze - jako dodatek?
Dziś zrobiłam całkiem inaczej.
Miałam w lodówce trochę różności. Pomyślałam, że zrobię mieszankę, w której podstawą będą ziemniaki, czyli coś na styl sałatki ziemniaczanej. Nazwałam ją "Sałatka niespodzianka", ponieważ może powstać z tego, co aktualnie ma się w zasięgu ręki.
Sałatka niespodzianka
Oto, co wykorzystałam:4 duże ziemniaki
1/2 dużego kalafiora (ugotowany al dente),
1 średnia czerwona papryka,
1 surowy ogórek,
pęczek szczypiorku,
2 łyżki posiekanego koperku,
3 łyżki majonezu,
2 łyżki śmietany (12%),
pieprz i sól.
Oto, jak przyrządziłam:
Ziemniaki, obrałam, opłukałam i pokroiłam w grubą kostkę. Wrzuciłam je do gotującej słonej wody i gotowałam ok. 15 min. (tak, aby były twardawe i nie rozsypywały się). W tym czasie opłukałam, co było do opłukania i pokroiłam. Kalafior na niezbyt drobne kawałki, ogórek na półtalarki. Paprykę przekroiłam na cztery części (wzdłuż) i usunęłam nasiona, po czym pokroiłam ją w półcentymetrowe paseczki. Pokroiłam szczypiorek. Majonez, śmietanę, sól i pieprz wymieszałam na jednolity sos. Gdy ziemniaki przestygły, wszystkie składniki połączyłam.
Podałam jako dodatek do ryby w pojedynczej panierce.
Jeśli mój "osobisty kucharz" stwierdził, że sałatka była (bo zniknęła bez śladu) wyśmienita, to znaczy, że była wyśmienita i za parę dni trzeba będzie ją powtórzyć.
Jak siebie znam, spróbuję ją nieco zmienić według poniższych uwag.
Uwagi:
Ziemniaki można ugotować w mundurkach, ale to trwa dłużej.
Śmietanę można zastąpić jogurtem naturalnym, ale musi być akurat w lodówce.
Kalafior można zastąpić brokułami, jeśli dzień wcześniej nie zostały zjedzone.
Zastanawiałam się nad pomidorem - też był w lodówce.
Smacznego!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)


