Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szycie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szycie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 marca 2024

Rękodzieło do cytatu - marzec

Najczęściej tak bywa, że podaję wytyczne dla Was w zabawie Rękodzieło i przysłowia albo...2 kierując się słowami, które mogą Wam podpowiedzieć, co ciekawego wykonać.
Potem dopiero zaczynam się zastanawiać, co ja mam z tym zrobić, bo u mnie najczęściej jest jak u Was - na początku pustka w głowie.
Po kilku dniach przychodzi pomysł i dzieje się. 

Przypomnę, co zaproponowałam na marzec. 

1. Przysłowie 
Nie z każdego drzewa można zrobić flet.

2. Cytat 
"Kobiety przypominają krawcowe: "szyją grubymi nićmi", "haftują", a czasem "robią z igły - widły". - Magdalena Samozwaniec

W tym miesiącu pobawiłam się do cytatu, z którego wybrałam słowa krawcowe oraz szyją.
Nie jest to nic niezwykłego, tylko prosta, zwykła szyciowa praca.

Od jakiegoś czasu nosiłam się z zamiarem wymiany poduszek z wełny, które już mi się opatrzyły.
Postanowiłam przekazać je tam, gdzie mogą jeszcze posłużyć innym.
Wyprałam je i oddałam do Stowarzyszenia Pomocy Bliźniemu, gdzie pani stwierdziła, że to wspaniały podarunek, który przyda się podopiecznym.

W drodze powrotnej wstąpiłam do sklepu z tkaninami i dodatkami krawieckimi, gdzie kupiłam grubą ocieplinę krawiecką.
W szafie miałam spory kupon tkaniny bawełnianej, z której wykroiłam odpowiednie prostokąty, zszyłam je, a powstałe worki wypełniłam otuliną i zszyłam otwarte boki. 


Otrzymałam w ten sposób poduszki, które są ubrane w jednolite białe, pluszowe powłoczki, ponieważ pasują mi do wystroju.


Ale, żeby nie było tak monotonnie założyłam na nie opaski wykonane w ramach mojej zabawy Swobodne haftowanie - TUTAJ. 
Kto pamięta tę zabawę?


Na przyszłość może ubiorę je w powłoczki z haftem, zobaczymy co przyniesie czas.
Tymczasem poduchy wędrują do galerii zabawy Rękodzieło i przysłowia albo...2 - TUTAJ.


Dziękuję za każde pozostawione słowo w komentarzu. :) 

środa, 23 czerwca 2021

Żeby coś mieć trzeba użyć pracy

Wpis dotyczy zabawy Rękodzieło i przysłowia 2.
Jak w tytule, żeby coś mieć, trzeba użyć pracy i wcale nie musi to być od początku do końca praca własna i nie musi to być wielka praca.
Ważna jest mobilizacja do wykonania tej pracy i osiągnięcie celu.
 
Ostatnio z maszyną do szycia mi nie po drodze i gdy mam coś zszyć, podszyć, doszyć..., to zabieram się do tego jak pies do jeża.
 
Mam ulubioną kurtkę, lekką i cienką na takie chłodniejsze dni wiosenno-letnie.
Pech chciał, że gdzieś (być może na działce przechodząc pod drzewkiem) ale do końca nie wiem gdzie, zahaczyłam i rozdarłam ją na ramieniu, a było to pod koniec marca lub na początku kwietnia.
 

Kurtkę miałam zamiar wyrzucić do śmieci, ale wyprałam ją i powiesiłam do szafy z myślą, że może coś wykombinuję.
Powiesiłam i zapomniałam...
Szukając czegoś do narzucenia na grzbiet, gdy po upałach zrobiło się zimno, natknęłam się na tę kurtkę, ale nie było czasu na naprawę, bo musiałam pilnie wyjść.
Jednak zostawiłam ją na widoku, by zrobić z nią coś - naprawić albo wyrzucić.
 
Kurtka miała przypinany kaptur, którego właściwie nie używałam, więc pomyślałam, że mogę go wykorzystać.
Wycięłam dwa elementy dopasowane do kształtu ramienia... 

 
i przyszyłam na obu ramionach.
 

Kurtka została uratowana i będzie nadal moją ulubioną. :) 

Ta moja praca skojarzyła mi się z jednym z przysłów w mojej zabawie, które akurat podałam jako zadanie na czerwiec.
 
Przypomnę oba przysłowia: 
1. Żeby mieć kołaczy, trzeba użyć pracy. 
2. Życie człowieka jest jak sen wiosenny, a bogactwa i zaszczyty - jak przemijające chmurki.

Jak widać, moja praca wpasowała się w przysłowie pierwsze, bo żeby nadal mieć tę kurtkę musiałam zmobilizować się i wykonać jej naprawę.
Zatem dołączam ją do galerii - TUTAJ, gdzie można oglądać prace Uczestniczek zabawy w miesiącu czerwcu.
 


poniedziałek, 6 kwietnia 2020

Kości rzucone w kwietniu i 4 z 12 prac

Na początku kwietnia rzuciłam kośćmi i pojawiło się wiele kropek...
Na rzuconej pierwszej kości pojawiła się piątka, zaś na drugiej kości wypadła czwórka.
Kropki - 5 w pionie i 4 w poziomie, dały na skrzyżowaniu w diagramie wynik - FILC.


Zaczęło się myślenie i szukanie pomysłów na Pinterest.
Od propozycji tam przypiętych, prawie oczopląsu dostałam.
Wybrałam dwie inspiracje, dokonałam przeglądu kawałków filcu, jakie pozostały mi po robieniu zawieszek z haftowanymi bombkami i słoiczkami.
Uchowały się odpowiednio "wielkie" kawałeczki, by powstały filcowe kurczaczki i jajeczka.
Do ozdoby jajeczek wykorzystałam kawałki tasiemek i pasków kwiatowych, a także białe guziczki w kształcie kwiatków.

Zielone jajeczko (mniejsze od pozostałych) było ozdobione jako pierwsze i dopiero po przymocowaniu wszystkich detali zauważyłam, że zrobiłam to odwrotnie niż planowałam.
Różowe jajeczko ma ozdoby przymocowane według planu.


Jajeczka pomarańczowe z czerwonymi dodatkami


Jajeczka żółte z żółtymi i białymi dodatkami.


Żółtego filcu wystarczyło na trzy kurczaczki i dwa jajeczka.


Zamocowane na patyczkach kurczaczki, chwilowo przysiadły na bukiecie zasuszonej lawendy, ale ich miejsce pewnie zmieni się, gdy pojawi się świąteczny wystrój pokoju.


Filcowe pisanki i kurczaczki zgłaszam do dwóch zabaw.


Najpierw do zabawy u Ani z Kreatywnej Jacewiczówki, czyli Kości zostały rzucone, bo od rzutów kości zaczęło się poszukiwanie inspiracji.


Ponieważ są to prace wykonane w tematyce wielkanocnej, więc pasują do zabawy 12 prac Rękodzielniczki, więc zgłaszam je do Reni.



piątek, 3 kwietnia 2020

Inne maseczki własne

Wcześniej uszyłam maseczki (klik) według instrukcji autorki blogu Domowa Krawcowa.

Tym razem do uszycia maseczek na własny użytek, wykorzystałam inną instrukcję.
Te maseczki szyje się prościej i szybciej, a instrukcji udziela MILITA NIKONOROV i proponuje dwie wersje maseczek.
Ja skorzystałam z drugiej propozycji i moje maseczki wyglądają tak:



I maseczki razem


Według tej instrukcji powstanie jeszcze kilka par maseczek z myślą, by nie musiały długo służyć.

wtorek, 24 marca 2020

Maseczka własna

Uszyłam dzisiaj dwie pierwsze maseczki dla rodziny.
Wykonałam je według instrukcji, którą udostępniła autorka blogu Domowa Krawcowa.
Dziękuję Autorce za ten instruktaż - prosty i przejrzysty.
Dwie maseczki uszyłam w niecałą godzinę, ale następne pójdą szybciej, bo wiem co i jak zrobić.
Tylko gumki nie miałam w nadmiarze; wystarczyło na jedną (męską) maseczkę, ale miałam trochę gumki ozdobnej i tę wykorzystałam do mojej maseczki.



Maseczki czeka jeszcze pranie i prasowanie przed użyciem.

niedziela, 10 grudnia 2017

Trochę szycia przed...

Przy okazji porządków przedświątecznych, zorganizowałam sobie nieco szycia.
Kupiłam gładki woal na firanki do salonu i taśmę do podszycia.


Wczoraj przycięłam materiał do odpowiednich długości i zanim usiadłam do maszyny zdecydowałam, że taśmę zastosuję w górnej części, gdzie firanki chwytane są przez żabki.
Przy okazji zrobiłam zakładki w równych odległościach, na stałe, by nie było problemu z upinaniem, a firanki ładnie układały się.
Natomiast dół firanek podłożyłam bez taśmy.


 Tak to na tę chwilę wygląda na tle okna.



Okna zrobione, teraz ciąg dalszy porządków przede mną, ale między porządkami, mały hafcik w ramach zabawy Hafty i przysłowia powstanie. :)

piątek, 8 kwietnia 2016

Fartuszek kucharza

Podbudowana tym, że po dłuższym czasie nie szycia, uszyłam dwa fartuszki dla małych kuchareczek, nabrałam ochoty na uszycie kolejnego fartuszka.
Tym razem typowo męski materiał podsunął mi pomysł na uszycie (w prezencie) fartuszka dla kucharza.

Efekt bardzo mi się spodobał, a kucharzowi przypadł go gustu.
Pod wodą ukryta jest duża kieszeń...





piątek, 18 marca 2016

Trochę szycia

Ostatnio poszukiwałam czegoś tam (nie ważne) i po drodze natknęłam się na sklep z materiałami, a tam w witrynie zobaczyłam napis - wyprzedaż.
Jakże nie wejść i nie sprawdzić, co obejmuje ta wyprzedaż.

Dawno nic nie szyłam oprócz podwijania firanek i spodniowych nogawek, no może jeszcze parę drobnych napraw tego, co się rozpruło.
Po wejściu do sklepu oczom moim ukazał się taki fajny materiał z sówkami, więc niewiele myśląc kupiłam z konkretnym zamiarem uszycia...???
Jak pomyślałam, tak zrobiłam.
Po przygotowaniu materiału, przystąpiłam do działania i dwa dni później był fartuszek dla małej kuchareczki.

Jednak na tym fartuszku się nie skończyło, bo z rozpędu uszyłam drugi taki sam, bo kuchareczek jest dwie i nie mogło tak być, że jedna miałaby fartuszek, a druga nie.
Nie wyobrażam sobie tej walki o fartuszek, bo obie bardzo lubią pomagać w kuchni, szczególnie przy pieczeniu smakowitych ciasteczek :)))))


Przy szyi celowo zastosowałam troczki, by fartuszki posłużyły trochę dłużej, bo wiemy, jak dzieci szybko rosną, a w ten sposób fartuszki będą przez jakiś czas "rosnąć" razem z dziewczynkami.
Powiem, że fartuszki zrobiły wrażenie i szalenie (dosłownie i w przenośni) spodobały się małym kuchareczkom.

wtorek, 24 lipca 2012

Taka mała zmiana i jak nowy

Po dniach zimnych i deszczowych zagościły dni upalne - fajnie.
Czasami chce się posiedzieć na balkonie zamiast na działce - szczególnie wieczorem.
Do takiego posiedzenia potrzebne są foteliki, ale te wysłużone odmówiły posłuszeństwa, a właściwie jeden z nich.

Materiał przetarł się na rurce z przodu siedziska i nijak nie dało się w takim foteliku usiąść.
A dni i wieczory zapowiadają się piękne...
Padło pytanie: kupić nowe krzesełka/foteliki czy nowy materiał...
Wyszło, że kupić materiał i moje zdolne rączki oraz wysłużony Łucznik, zrobimy co należy, znaczy należy uszyć nowe ubranka dla fotelików.
Dawniej Łucznik pomagał mi uszyć różne drobiazgi, ciuszki, pościel i takie tam różności, a teraz pomaga sporadycznie w takich jak ta właśnie sytuacjach.

Skoro się rzekło A, nie pozostało nic innego jak powiedzieć B i wykonać objazd sklepów, i wybrać materiał, i zdemontować (tu przydał się mąż i jego silne ręce) poprzednie ubranko - na przymiarkę - i uszyć nowe.

Tak wyglądał fotelik (ten lepszy) przed odnowieniem...


A tak prezentuje się teraz (drugi też)...


Ponieważ kupiłam pas materiału o parę, no może paręnaście centymetrów więcej, więc wykombinowałam dwie serwetki - podkładki obszywając każdy kwadrat tęczową taśmą.


Tak przypadkiem wyszedł całkiem fajny komplecik balkonowy.

niedziela, 25 lipca 2010

Co nieco o niespodziankach

Najdalszą drogę miała do pokonania niespodzianka dla Motylka.
Myślałam, że trzeba będzie dłużej poczekać z tą notką, ale okazało się, że do Motylka przesyłka doleciała, a z bliskich okolic nie mam jeszcze potwierdzenia od dwóch osób.
Zdecydowałam zatem, że opublikuję notkę o niespodziankach, ponieważ w liście nie podpisałam się nickiem i adresatki mogą być zdezorientowane, a gdy tu trafią, to niezamierzona zagadka zostanie rozwiązana.

W niespodziankach wysłanych do Uczestniczek zajączkowej i metryczkowej zabawy znalazły się drobiazgi wykonane przeze mnie, różne przydasie oraz kawka, na którą umówię się indywidualnie z każdą adresatką.

Oto niespodzianki - razem, ale bez przydasiów, bo zapomniałam je sfotografować :)



A teraz szczegóły.

Zakładka uszyta jest z wstawki haftowanej maszynowo.
Usztywniona jest flizeliną, więc można ją prać i nie trzeba krochmalić, ale jeśli ktoś chce ją bardziej usztywnić, to nie ma problemu.

Pomysł uszycia takiej zakładki podsunęła mi zakładka z koronki uszyta przez Aneladgam.
Motylek szydełkowy przysiadł na kwiatkach zakładki i nie chciał odlecieć, więc taki zestaw obowiązkowo otrzymała każda adresatka, która adres podała.


Poniższe dodatki otrzymały osoby, które w zajączkowej zabawie miały ilość trafionych kolorów zbliżoną do najlepszej, czyli do Grazki-1.

Chyba poznajecie ten hafcik - pojawił się w którejś z wcześniejszych notek.
Jak widać, wykorzystałam go do wykonania zawieszki - może być do nożyczek.
Wnętrze zawieszki wypełnione jest gąbką, więc można wkłuwać w nią igiełki, jak w poduszeczkę.

Zawieszka trafiła do Madziorka.

Woreczki uszyłam z satyny, a do ich ozdoby wykorzystałam hafciki  różyczek, które prezentowałam razem z haftem z zawieszki.
Wnętrze woreczka (podszewkę) uszyłam z tkaniny bawełnianej.
Do obramowania różyczki wykorzystałam koronkę.
Zakładałam, że woreczki doskonale nadają się do przechowywania brylantów lub innych świecidełek :)))
Jednak o ich przeznaczeniu zdecydują właścicielki :)))

Mam nadzieję, że utrafiłam w kolory :)
Woreczki trafiły:

-  do Motylka

- do Aneladgam


Komentarz Aneladgam uświadomił mi, że o czymś zapomniałam.

Zatem uzupełniam wpis.

Powyższe dodatki dotyczyły zabawy zajączkowej, natomiast za trafne wytypowanie elementu, który miał być wyszyty jako następny w metryczce, Aneladgam otrzymała dwie serweteczki.


Wykonałam jakiś czas temu kilka sztuk - okazało się, że "do szafy".
Jedna serwetka jest (na pamiątkę spotkania) u pewnej sympatycznej osoby, która już dawno nic w swoim blogu nie napisała, ale wiem, że do mnie zagląda.
W szafie są jeszcze trzy serweteczki, ale te mają błędy, więc pozostaną u mnie i może kiedyś znajdą swoje miejsce poza szafą :))

poniedziałek, 1 marca 2010

Robótki i wysłużona maszyna

W latach bardzo wczesnej młodości uczyłam się szyć na babcinej maszynie Singer, która ma czółenko i wydłużoną szpuleczkę.
Nauczyłam się szyć proste rzeczy, takie jak: fartuszek, bluzeczka z dwóch kwadratów, spódniczka na gumce, by później szyć sobie inne spódniczki, proste bluzki i sukienki, w następnej kolejności także spodnie.

Gdy rozpoczęłam moją pierwszą pracę poza domem rodzinnym, za część pierwszej wypłaty (przy wsparciu rodziny) kupiłam maszynę Łucznik, którą mam do dziś.
Moja maszyna nie ma wielu funkcji i jest już wysłużona, ale jakoś nie mogę się z nią rozstać i wymienić na nowszy model - walizkowy.

Wiele lat szyłam ciuchy dla siebie, ale ostatnio używam maszyny sporadycznie - do przyszycia zamka, uszycia powłoczek na poduszki czy do wykonania innych drobiazgów.

Jak widać do celów robótkowych maszyna jest wykorzystywana w znikomym stopniu.
Ostatnio Gazynia rozpropagowała szyte śliczne chusteczniki, które mnie urzekły.

Postanowiłam i ja takie uszyć.
Wyszukałam w swoich zasobach odpowiednią tkaninkę i kilka dni temu uszyłam komplecik - serwetnik i woreczek na drobiazgi, które zawsze gubią się w torebce.


Ponieważ materiału jeszcze trochę zostało, uszyłam drugi taki komplet (woreczek z żółtą tasiemką), ale ten drugi gdzieś mi się "zapodział".

Może ktoś go gdzieś widział???

Pewnie niedługo gdzieś się znajdzie :)

wtorek, 10 lutego 2009

Lustereczko, powiedz przecie...

Lustereczko, to niezbędne wyposażenie naszych torebek.
Bywa, że w torebce jest kosmetyczka z różnymi akcesoriami potrzebnymi kobiecie.
Bywa, że torebka posiada dodatkową kieszonkę (często zamykaną na suwak), w której te akcesoria umieszczamy.
Jednak bywa tak, że pewne akcesoria są w kieszonce, a lusterko okupuje przegrodę główną lub kieszeń, która nie zapina się w żaden sposób.

Na tę ostatnią ewentualność można zaradzić, by lustereczko nie porysowało się i prawdziwie odpowiadało na pytanie : "Lustereczko, powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy na świecie?"
Sprawić lusterku ładne etui, ale może o tym od początku.

Gdy szukałam sposobu wiązania węzła, który rozsypał się chyba ze starości, znalazłam wzorek do haftu krzyżykowego.
Skopiowałam go do swoich zasobów z myślą o wykorzystaniu go, ale nie miałam jeszcze sprecyzowanego planu.

Schemacik leżał cały czas w zasięgu wzroku i czekał na swój czas.
W końcu doczekał się, a gdy byłam na początku wyszywania i w ramach odpoczynku odwiedziłam kilka blogów, zobaczyłam coś, co właśnie miałam na tamborku.
Moje oczy zrobiły się ogromne i okrągłe jak wielkie guziki, gdy u Ewci (TUTAJ) zobaczyłam poduszeczkę wyszytą według tego właśnie schematu.

Moja wyszywanka była dopiero w początkowym stadium:


Kilka dni później krzyżyków przybyło, węzeł został  zamknięty i zaczęłam wyszywać kontur.


Z wyszyciem konturu było trochę problemu, ponieważ wybrałam kolor kanarkowy, który przy świetle sztucznym zlewał się z tłem.
Nawet w sytuacji, gdy siedziałam przy oknie, przez które wpadało trochę światła dziennego i dla rozjaśnienia włączałam lampkę, nie mogłam postawić ani jednego krzyżyka
Dni były pochmurne, więc miałam czas na postawienie dosłownie kilku krzyżyków dziennie.

Powoli jednak dobrnęłam do końca i pozostało wybrać przeznaczenie wyszywanki.

Pierwotnie myślałam o poduszeczce, ale jak to najczęściej bywa, pomysł wpadł niespodziewanie i tak narodziło się etui dla lusterka.

Do uszycia zastosowałam popielatą (taką miałam w maszynowej szafce) podszewkę jedwabną, ale na stronę lewą, mniej błyszczącą.

Wykroiłam dwa paski o szerokości wyszywanki i jej podwójnej długości.
Przyszyłam górną część wyszywanki w połowie długości paska tak, że po odwróceniu kanwy uzyskałam górny brzeg etui.
Teraz zszyłam oba długie pasy podszewki i uzyskałam długą kieszeń otwartą na przeciwnym boku do dolnej części wyszywanki.
Wywinęłam kieszeń na prawą stronę, zagięłam i sfastrygowałam otwór, a następnie przestębnowałam go zamykając otwór.


Wsunęłam zszyty bok do środka i przestębnowałam brzeg etui.
Tak prezentuje się moje etui:



Jak widać, etui jest nieco szersze od mojego lusterka, ale ono jest przeznaczone dla innego lusterka.
Pomyślę jeszcze nad zapięciem, wygodnym i pozwalającym na szybki dostęp do lusterka.

piątek, 9 stycznia 2009

Poduszkowe aplikacje

Postanowiłam ruszyć starą maszynę do szycia z postanowieniem, że jeśli nie odmówi mi współpracy, to będę ją częściej zapraszać do wspólnego działania.
Powolutku, pomalutku uszyłam pięć powłoczek na poduszki, choć poduszek jest cztery.
Bardzo proste aplikacje naszywałam przy użyciu ściegu zygzak w taki sposób, że jeden element nachodzi na kolejny. Wyjątek stanowi wiatraczek.
Teraz mam dwa wyjścia; uszyć jeszcze trzy powłoczki i będą na zmianę albo uszyć piątą poduszkę.
Muszę to przemyśleć.

Tymczasem moje poduszki wyglądają tak:


Zajęłam się też wyszywaniem konkursowych serduszek, ale o tym innym razem.